Niesłusznie oskarżona zmarła w areszcie

Omyłkowy zawał

Zaszło coś w rodzaju pomyłki. Uniewinniając Dorotę M. od zarzutu zlecenia zabójstwa męża, sąd wyraził żal, że oskarżona nie może być przy tym obecna. Zmarła w areszcie.

Jak w rodzinie

Podniosłe chwile są unieruchomione w albumach. Najpierw czarno-biała Dorota M. w sukni z tiulu. W mężu Krzysztofie zakochana do tego stopnia, że opisywała go rodzinie jako osobę postawną, o czarnych kręconych włosach, podczas gdy był chudy i raczej nijaki. Dalej: Dorota trzyma do chrztu czarno-białą córkę Anetkę. Pierwszą obdukcję robi po dwóch latach od ślubnej fotografii. Ucieka, ale zawsze wraca, gdyż jest bardzo pod wpływem pobożnej babci.

Pięć lat później rodzi się Bożenka. Za radą babci Dorota bardzo dba o fasadę. Kiedy tato prosi 5-letnią Anetkę o buziaka w policzek, ona nie chce go dać, a on bije ją, dopóki zechce, Dorota do córki: no, pocałuj go, zrób to dla mnie. Dalej: Dorota i Krzysztof fotografują się w Hiszpanii, gdzie zarabiają na otwarcie interesu w Busku-Zdroju. Zjeżdżają do kraju, wchodzą w kantor (jest początek lat 90.) i budują duży dom.

W nowym domu on przestaje wychodzić do kantoru, po południu spaceruje z pieskiem, wieczorami dyskotekuje oraz zabiera różne panie na wakacje. W stanie nietrzeźwym gubi saszetkę z gotówką, a nawet drogą szczękę sztuczną. Śmieją się na Busku z lokalnego ogłoszenia: na znalazcę zębów czeka nagroda. Ona ciągle zapatrzona w postawę życiową babuni. Tylko w pokojach córek na górze dużego domu wieczorami słychać błagalne: proszę cię, Krzysiu, nie rób tego. Wtedy Aneta zbiega, a on do niej z drewnianym drągiem. Bożenki – nie można powiedzieć – nie tyka. Bożenka osiąga duże sukcesy w siatkówce, on też trenował w młodości.

Dorota ostrzegawczo ucieka od niego zwykle w wakacje, kiedy dzieci są wolne od szkół. We wrześniu wraca, jeszcze wytrzyma, pod warunkiem że on pójdzie się leczyć itp. Mijają noce i dnie.

Aż Anetka – mówiąc językiem babuni – wylatuje z gniazda. Mama w kantorowych rozmowach o niczym innym, tylko że córka zdała na SGH w Warszawie, stosunki międzynarodowe. To Aneta – odetchnąwszy inną niż babcina perspektywą – silnie namawia mamę do rozwodu.

Jak w filmie

W 2002 r. Dorota dostaje rozwód (zaocznie, on się nie stawił) z orzeczeniem o jego winie i zakazem zbliżania się. On otwiera nowy kantor i zamieszkuje w tym dużym domu z nową kobietą. Na Busku mówi się, że żyją sielankowo. On pokochał nawet jej syna, chodzą razem na spacery, tamta ponoć świetnie gotuje.

Dorota z córkami siedzą na 30 m kw., ale odetchnęły. Ona chodzi do swojego kantoru, poznaje pana Kazimierza, z którym się szanują. Jest już bardziej wymagająca w sprawach damsko-męskich.

Mijają dwa lata. 3 listopada 2004 r. Krzysztof przed godz. 18 zamyka kantor, po czym ginie zastrzelony i obrabowany z saszetki, w której trzymał zarobek plus złoto.

Dorota i córka Bożenka płaczą nad tatowym losem. Aneta nie czuje się dotknięta, był kawał drania, zginął i już. Bardziej niepokoi się o mamę, gdyż miesiąc przed zastrzeleniem ojca też została napadnięta. Tuż po zamknięciu kantoru zaatakowało ją dwóch gości, którzy wcześniej siedzieli pod parasolem w pobliskim barze. Upadła, a torba z utargiem szczęśliwie zaklinowała się między chodnikiem a plecami. Byli zamaskowani. Jeden ciągnął z lewej, drugi z prawej i tak się zrównoważyli, że uciekli z gołymi rękami.

Jak u Kafki

Nowa kobieta ojca wyprowadza się z dużego domu. Mama nie chce tam wracać, ale Aneta nalega: ty masz jakiś chory psychiczny dystans.

Znów mijają dwa lata. W kantorze mama tylko o córkach. Jak jej się udały. Bożenka ma maturę, chce być architektem, Anetka kończy V rok studiów, zamierza doktoryzować się w Barcelonie. W nagrodę wysłała ją na ferie. A co, Wyspy Kanaryjskie, niech odpocznie.

16 lutego 2006 r. Aneta na Kanarach ma sen. Rano opowiada go Ewie, przyjaciółce. Mówi: Ewa, pewnie to się stanie, kiedy będziemy już stare. Ale obiecaj mi, że jak umrze moja mama, będziesz przy mnie. Ewa: Jasne.

Tego dnia Dorotę prosto z kantoru zabierają do kieleckiego aresztu. Nie śpi. Całą noc po korytarzu idzie echo obcasów. Pierwszy raz w życiu ma kontakt z prawem, nigdy nie zapłaciła nawet mandatu. To była na Busku babka z klasą, co pół roku inny kolor włosa i fryzura, tymczasem nie ma nawet szczoteczki do zębów i majtek na zmianę.

Po 20 dniach pierwsze widzenie z córkami. Aneta i mama płaczą przez pleksę. A na ladach sklepowych w Busku leżą tabloidowe gazety. Piszą o przełomie, który zawdzięczamy współpracy operacyjnej między kilkoma regionami kraju i zakrojonym na szeroką skalę badaniom daktyloskopijnym, genetycznym oraz wykorzystującym ślady zapachowe. Otóż Dorota M. stanęła na czele gangu zabójców męża, chcąc przejąć dom.

Córki na widzeniach zauważają po maminych zębach, że się zmienia. Zmatowiały, ale Dorota nie narzeka. Dostaje zgodę na wydanie talonu higienicznego, korzystanie z sali gimnastycznej, udział we mszy świętej, farbowanie włosów, wykonywanie robótek ręcznych na drutach plastikowych. Pisze do córek mocno uczuciowe listy, że cały majątek, jaki ma, to te dwie kruszynki.

Od czerwca nie mają widzeń. Mogłyby mataczyć.

Jak w celi

W sierpniu sąd wypluwa akt oskarżenia. Oskarża się Dorotę M. o zlecenie zabójstwa Norbertowi Sz. i Rafałowi O. oraz Grubemu i Czarnemu (lub Szaremu). Materiał dowodowy opiera się na luźnych rozmowach dwóch kryminalistów. W styczniu 2005 r. do celi Łyliego, osadzonego w zakładzie karnym w Wadowicach, wrzucają Norberta Sz. Norbert od razu po pseudonimie kojarzy, z kim ma do czynienia. Łyli to członek słynnego gangu Ala Capone z Podhala, kilkanaście morderstw na koncie. Łyli bardzo imponuje Norbertowi, który przy nim jest ledwie kieszonkowcem – w lipcu 2004 r. wyszedł na przedterminowe po pięciu latach odsiadki za banalne rozboje, wrócił po nieudanym skoku na listonosza, dokonanym z żoną.

To Łyli w lipcu 2005 r. informuje organy ścigania o ciotce kumpla z celi, Dorocie (albo Danucie), która ma kantor w Busku. Z protokołów przesłuchań: Łyli ma dożywocie, postawa jego jest związana z „przewartościowaniem moralności”, którą prezentuje wobec organów procesowych od pewnego czasu. Dał współosadzonemu, Norbertowi Sz., do przeczytania kserokopie materiałów w swojej sprawie, a po zapoznaniu się z nimi Norbert zaczął być świadkiem zafascynowany.

Zafascynowanie to wzrosło, kiedy do ich celi przynieśli świadkowi telewizor. Pewnej nocy leżą głowa w głowę, a Norbert pyta świadka szeptem, czy ma ekipę na wolności, która wykonuje jego polecenia. I czy ta ekipa zorganizuje „zawinięcie” dla okupu 10-letniego syna buskiego biznesmena. Ten biznesmen (oprócz syna ma trzy córki) nie zaryzykuje i przyniesie w zębach nawet milion dolarów. Jako pośrednika w negocjowaniu i przekazaniu okupu Norbert wskazuje swoją ciotkę, Dorotę M., która ma kantor.

Fascynację Norberta Łylim potwierdza 28 zabezpieczonych listów do żony: „Skarbie, tak jak ci pisałem, że muszę załatwić przerzutkę do Łyliego i zgadnij co, jestem z powrotem w celi z Łylim, jest zajebiście, pozdrów koleżanki ode mnie i od Łyliego”.

Łyli organom procesowym przyznaje uczciwie, że na początku nie wykluczał udziału w tamtym porwaniu dla okupu. Odstąpił, gdy padł pomysł, by pieniądze wsadzić do kantoru tej negocjującej ciotki, wyprać je, a potem ciotkę sprzątnąć. Dla Łyliego było to nielogiczne, więc zaczął drążyć temat. Wtedy Norbert wyznał, że chce ciotkę, Dorotę M., wyeliminować, ponieważ zleciła mu zabicie męża.

Protokołowany Łyli sądzi, że porwanie syna to tylko pretekst, by jego (Łyliego) rękami sprzątnąć tę ciotkę, dlatego „zdecydował się wewnętrznie”, że rezygnuje z porwania.

Jak we śnie 

Miesiąc po sporządzeniu aktu oskarżenia wobec Doroty M., pół roku przed jej śmiercią, przychodzi ekspertyza, że DNA ze szklanek, z których piło wodę tych dwóch gości z baru, którzy nieudolnie napadli na nią w kominiarkach, należą do Norberta Sz. – czyli jej krewniaka, drobnego przestępcy, świadka oskarżenia – i Rafała O. Ale sąd nie pochyla się nad tym wątkiem.

Dorota siedzi od ośmiu miesięcy. Aneta nie wychodzi z domu. Odreagowuje bulimią. Je nocami i dniami: lody, ryba, frytki, kluski. Nie robi doktoratu, nawet się nie myje. Opinia psychiatry: destrukcyjne zachowania Anety mają źródło w silnym związku z matką i mogą doprowadzić do jej śmierci. Prokurator żąda, by Aneta nie nękała go listownie. Jeśli nie przestanie, zostanie jej zarekwirowany komputer i drukarka.

21 września 2006 r. dzwoni pan z aresztu, że Dorota K. miała zawał. Pierwsza myśl Anety: no, to im dopiero uciekła. Szpitalnego łóżka z nieprzytomną oskarżoną pilnuje trzech uzbrojonych strażników. Gdy do zawału dochodzi udar, a lekarze są sceptyczni co do odzyskania przytomności, sąd zwalnia straż. Ostatnie spotkanie: Dorota M. przekręca głowę w stronę swojej córki Anety, a po policzku spływa jej tylko jedna łza.

Umiera trzy dni przed pierwszą rozprawą.

Córki dostają po mamie depozyt w więziennym worku: wyciągi z kantyny, plakat Anny Marii Jopek z autografem „Dorotko, twoje niebo tuż tuż”; książki nabożne; sweterki dziergane dla córek; listy od nauczycielek Bożenki, profesorów Anetki i fryzjerki, która deklaruje, że jak Dorotka wyjdzie, przyjedzie ją zrobić nawet w nocy.

Jak to teraz zadośćuczynić?

Norbert Sz. i Rafał O. w 2011 r., przed sądem w Kielcach, zostali skazani na 15 i 10 lat. Kwalifikację czynu zmieniono z morderstwa na zlecenie na rozbój z incydentem zabójstwa. Okazało się bowiem, że napastnicy nie mieli zamiaru zabijać Krzysztofa, ale ten podczas szarpaniny zdjął Czarnemu (Szaremu? – jego nie udało się zidentyfikować) kominiarkę i bandyci uznali, że „trzeba go odstrzelić”. Sąd wyjaśnił też, że Norbert Sz., który sam jest przestępcą średniej klasy, uważał Łyliego za swojego guru i postanowił się do swojego idola zbliżyć konfabulacją zlecenia zabójstwa. Oraz skonstatował z przykrością, że Dorota M. nie doczekała oceny materiału dowodowego.

Duży dom córki wystawiły na sprzedaż, ale z uwagi na aurę nikt nie chce go kupić. Został wynajęty, z czego utrzymuje się Bożenka. Nie wyszło jej z architekturą, odnalazła się, studiując technologię kosmetyków w Krakowie. Anecie nie wyszło z dyplomacją, pracuje w firmie warszawskiej.

Na licznych sesjach u psychologa Aneta analizowała wybaczanie, ale nie zadziałało. Teraz pyta, jak mama musiała je chronić, skoro dopiero z pośmiertnych obdukcji dowiadują się, że ojciec wywoził ją do lasu, by intymnie zbić? Na przykład za to, że w kantorze komuś źle wydał albo zmieniły się kursy walut.

Już oboje nie żyli, gdy córki odebrały wezwanie z kieleckiego sądu, że są zobowiązane pokryć koszty rozwodowe Doroty i Krzysztofa M.

 za pomocą Omyłkowy areszt – Polityka 2012-07-10.