Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, Zespół Prawa Karnego

Al. Solidarności 77, 00-090 Warszawa

 

Niniejszym pismem ponownie zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc, o każde możliwe wsparcie jakiego może udzielić mi Pani Rzecznik Praw Obywatelskich w walce o odszkodowanie za niesłuszne tymczasowe aresztowanie mojej mamy, zmarłej w areszcie Doroty Mrugała.

23 kwietnia 2015 roku w sprawie zapadł już trzeci wyrok wydany przez Sąd Okręgowy w Kielcach. Przypominam za pierwszym razem SO w Kielcach uznał, że sprawa odszkodowania się przedawniła, za drugim, że moja mama Dorota Mrugała była winna mimo wcześniejszych wyroków oczyszczających ją z zarzutów. Teraz SO uznał, że odszkodowanie nam się nie należy, ponieważ mama była osobą majętną, przed aresztowaniem prowadziła kantor i z tego kantoru miałyśmy pieniądze na nasza utrzymanie i zaspokojenie potrzeb tak moich, jak i mojej młodszej siostry. Sąd tym razem uznał, że mama była niewinna, a tymczasowe aresztowanie było niesłuszne. Jestem zdruzgotana tym wyrokiem i z niecierpliwością czekam na apelację w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. W wyroku tym jest wiele nieścisłości i błędnych tez, często przeczących sobie i nielogicznych. Krzywdzące jest założenie, że 300 tys. zł, które mama miała w kantorze, było pozostawionych nam, abyśmy mogły je wydawać na swoje wydatki i wszystkie inne zachcianki. Przecież oczywistym jest, że z powodu sytuacji w jakiej się znalazłyśmy pieniądze te wydawałyśmy na prawników, detektywów i wróżki. Podkreślałam to w moim zeznaniach przed sądem, że te pieniądze były jak towar w sklepie, miały być nieruszalne, aby po wyjściu z aresztu mama mogła powrócić do pracy i wznowić działalność. Na bieżące potrzeby pieniądze pożyczał nam wujek Mirosław Zięba. Niestety na skutek mojej choroby – bulimii, która w swoim przebiegu jest podobna jak alkoholizmu, brałam kwoty z tych pozostawianych pieniędzy i wydawałam na jedzenie, środki farmakologiczne, lekarzy itp. Gdyby mama żyła i nie byłaby aresztowana, to pomnażałaby cały czas tę kwotę, obracając nią. Gdybyśmy je odziedziczyły w normalnych warunkach tzn. bez aresztowania mamy, to we wrześniu miałybyśmy 300 tys. zł, a nie mniej więcej połowę tej kwoty. Wtedy, gdyby aresztowanie się nie wydarzyło, zapewne żeby móc utrzymać nasze dwa domy. Niestety mama została aresztowana i fakt ten przekreślił możliwość prowadzenia jakiegokolwiek życia. Byłyśmy zniszczone psychicznie, ja z rozwijającą się bulimią, stłamszone i obgadywane na każdym kroku jako córki morderczyni. Nasza przyszłość nie była ani pewna, ani spokojna. To nie jest tak, że z chwilą śmierci mamy z powodu jej aresztowania nasza gehenna się skończyła. To trwało 6 lat jeszcze, zanim ostatecznie usłyszałyśmy, że mama jest niewinna i mogłyśmy to w końcu publicznie powiedzieć, oczyszczając mamę pośmiertnie, ale także oczyszczając honor nas samych.

Wraz z aresztowaniem mamy i jej śmiercią Państwo zabrało nam dorobek jej życia. Państwo zmusiło nas do wydawania tych pieniędzy, nie miałyśmy innej możliwości. Dwie dziewczyny chore, pozostawione same sobie, z lękiem, wytykane palcami, szykanowane, załamane, nie miały innej możliwości. Nie wydawałyśmy tych pieniędzy na nasze przyjemności, a potrzeby okazały się okrutne i wygenerowane właśnie aresztowaniem mamy (adwokaci, utrzymanie mamy w areszcie, detektywi, wróżki, płaciłyśmy każdemu, kto tylko dawał skrawek nadziei na pomoc).

Taki wyrok uważam za niebezpieczny i co więcej, kolejny raz przekonuję się, że rączka rączkę myje, że wyroki niezwisłych tylko z nazwy sądów są koleżeńskim układem znajomych z Kielc, że jak już moja mama okazała się niewinna to niestety, ale nadal nikt nie potrafi przyznać się do winy. Że można w tym kraju walczyć o sprawiedliwość i dostawać raz za razem po twarzy. Na koniec okazuje się, że każdy kto dysponuje jakimkolwiek dochodowym biznesem, ma pieniądze, a skoro tak, to nie ma sensu mu niczego rekompensować.

Sąd napisał, że nasza sytuacja nie była szczególna, nie ma żadnych okoliczności, które uzasadniałyby danie nam odszkodowania. A nie są takimi okolicznościami: śmierć mamy w areszcie, niesłuszne aresztowanie, jej brak, walka trwająca jeszcze 6 lat po jej śmierci, a potem wyprzedawanie kolejnych elementów majątku jak: samochód, działka, a ostatnio nawet dom by przetrwać? My ciągle walczymy, już 9 rok, a ta walka spala i kosztuje. Kosztują dojazdy, psychologowie, lekarze, którzy są nam niezbędni, żebyśmy mogły żyć. Bardzo proszę, właściwie żądam żeby Pani Rzecznik Prawo Obywatelskich zajęła jasne, czytelne i jednoznaczne stanowisko w naszej sprawie i podała nam pomocną rękę. Byłyśmy kompletnie uzależnione od mamy, psychicznie, emocjonalnie, finansowo, społecznie. Bez niej nie istniałyśmy. Nie miałyśmy swoich domów, rodzin itp. Żyłyśmy tylko tą sprawą. Pytam się jeszcze raz czy to nie są wyjątkowe okoliczności? Po śmierci mamy nie nastąpiła żadna cenzura w naszym życiu, nie przeniosłyśmy się do innej rzeczywistości, nie wyzdrowiałam nagle z choroby, która rozwinęła się u mnie z powodu rozłąki, nie stałam się dorosła, nie znalazłam pracy, ba nie wychodziłam z domu przez pół roku.

Nie może być tak przecież, że jak potwierdza to moja opinia psychologiczna zachorowałam tak ciężko (opinia ta jest już złożona u RPO, pochodzi ona z lipca 2006 roku), to Państwo nie odpowiada za tą chorobę, albo odpowiada jedynie za 4 miesiące leczenia, bo tyle według nich trwało aresztowania, a nie za 3 lata, czyli aż do momentu, aż stanęłam na nogi i wyzdrowiałam, aż skutki tymczasowego aresztowania mamy przestały być u mnie zauważalne, aż byłam na tyle wzmocniona, że mogłam w miarę normalnie funkcjonować społecznie i być na tyle odpowiedzialną, żeby wiedzieć, że na drugi dzień też pójdę do pracy, jeśli ją podejmę.

Nie mogę się pogodzić z tym, że sąd napisał, że mama wiedziała o tych wydatkach i je akceptowała. Jak mogła wiedzieć, że zdecydowaną większość pieniędzy wydamy na prawników? Ja zeznawałam, że raz pozwoliła mi kupić bluzkę na obronę pracy magisterskiej. Dlaczego sąd w Kielach kłamie? Zeznawałam też, ze zakład fryzjerski nie przynosił od momentu aresztowania żadnych dochodów. Jeśli sąd uznał, że moje zeznania są prawdziwe, na tyle, że nie musi powoływać innych świadków, to dlaczego pisze, że zakład fryzjerski te dochody przynosił? Dlaczego Sąd w Kielcach pozwala sobie na takie rzeczy? Przecież te rzeczy łatwo sprawdzić, są w protokole.

Uważam, że sąd w Kielcach znęca się nad nami. Znęca się w granicach prawa. Kopie nas leżące. Tak jakbyśmy już nie dość przeszły. Zafundował nam kolejny 3 lata biegania po sądach między Kielcami i Krakowem. Robi wszystko, żeby tylko nie zasądzić nam odszkodowania. Uznanie mamy winną w drugim wyroku świadczy o tym najdobitniej. Okazuje się, że dla mnie i mojej siostry nie ma miejsca w polskim prawie, że Polska zabiła nam mamę, a nam nie chce dać nawet słowa przepraszam. Najlepiej sąd w Kielcach wręczyłby nam tobołek, kijek i wysłał na 4 wiatry.

Ja się nie zgadzam na takie traktowanie. Liczę, że Szanowna Pani Rzecznik zabierze konkretne i stanowcze stanowisko w tej sprawie i tym samym stawi się za nami. Mną i moją siostrą.

Na marginesie, załączam pismo prokuratora Prokuratory Okręgowej w Nowym Sączu. Pan prokurator odnosi się w nim do pisma Pani Rzecznik z dn. 8 stycznia 2014 roku. Czy Pani Rzecznik może udzielić mi odpowiedzi co szanowny Pan prokurator ma na myśli? Co to za bzdury?

Pozostaję z szacunkiem, oczekując wiadomości,

Aneta Mrugała

Załączam:

  1. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dn. 16 października 2014 roku

  2. Wyrok Sadu Okręgowego w Kielcach z dn. 23 kwietnia 2015 roku

  3. Pismo Prokuratora Okręgowego w Nowym Sączu z dn. 26 maja 2015 roku