Czwartek, 23 marca 2006 roku,
Kielce i Saska Kępa w Warszawie

Komenda policji w Kielcach – klasycystyczny gmach z nowszymi dobudówkami – stoi w połowie ulicy Seminaryjskiej w centrum miasta. Zabytkowy budynek jest wyremontowany, na parterze nie ma już obskurnej kraty z otworem, tylko przyzwoita recepcja, w korytarzach wykładziny, nowe drzwi.
Komisarz Henryk Haliński – zaczesany do tyłu blondyn z wysokim czołem – siedzi przy biurku w jednym z kilkudziesięciu podobnych do siebie pokoi. Ma lekko odstające uszy, duży nos, wyraziste usta. Na nosie okulary w srebrnej oprawce. Doświadczony i wysportowany glina, mimo czterdziestki przebiega maraton poniżej czterech godzin. Potrafi też – gdy trzeba – zastosować niestandardowe metody śledcze. Kiedy przed dwoma laty w podkieleckim Sędziszowie ktoś udusił i zgwałcił dwudziestotrzyletnią studentkę Papieskiej Akademii Teologicznej, Haliński zalogował się na forum internetowym portalu sedziszow.org jako „heniek”, podał numer swojej komórki i poprosił o dzwonienie z informacjami. Internauci wyśmiali „heńka”, ale ktoś w końcu podrzucił trop. Halińskiemu udało się schwytać mordercę – seryjnego gwałciciela Rafała R.
Komisarz zapala lampkę. w jego pokoju z widokiem na mur sąsiedniego budynku nawet w zwykłe dni nie jest zbyt jasno, a tym bardziej dziś – w tę zgniłą, szarą pogodę. Rozkłada „Super Express” na blacie, gdzie piętrzą się dokumenty – akta, listy w rozerwanych kopertach i notatniki. Wszystko uporządkowane,poukładane w równoległe stosy.
Gdy czyta, kilka razy wymyka mu się przekleństwo. Do kurwy nędzy, po jasną cholerę oni wypisują takie rzeczy? i to teraz, kiedy akt oskarżenia idzie do sądu.