Praga-Południe. Pochmurno, temperatura bliska zera. Przed stojącym wśród niewykończonych blokowisk i zaniedbanych magazynów pięciokondygnacyjnym budynkiem parkuje setka samochodów.
Auta dziennikarzy, grafików, sprzedawców reklam, techników komputerowych i menedżerów. Przedpołudniowe kolegium w redakcji „Super Expressu” na pierwszym piętrze zaczyna się nerwowo. Żadna z tuzina osób siedzących wokół stołu z jasnego drewna nie widzi sensownej czołówki na jutrzejszą pierwszą stronę. Baskowie z ETA ogłosili trwałe zawieszenie broni, ale czytelnicy tabloidu mają hiszpańskich separatystów głęboko w poważaniu. O tym może sobie pisać „Wyborcza”. Podobnie jak o protestach opozycji na Białorusi i cyklonie, który we wtorek spustoszył wybrzeże Australii. Gdyby jeszcze było dostępne świeże zdjęcie porwanej przez wicher krowy w zderzeniu z ciężarówką, to może…
Pozostaje nadmuchać któryś z „tematów z dupy wziętych”. Nikt nie pamięta, kto pierwszy – i kiedy – rzucił to określenie, ale się przyjęło. Jest w redakcji nawet coś w rodzaju nieformalnego działu – grupa dziennikarzy i redaktorów zawsze gotowych do zaserwowania tematu o Annie P., lat 30, która poddała się operacji odtworzenia błony dziewiczej, albo o Mirosławie R., lat 50, który nauczył swego węża liczyć. Tym razem proponują Amerykanina, który schudł osiemdziesiąt kilogramów. Albo inwazję dzikich kotów na Warszawę. Do pierwszego tematu są niezłe agencyjne zdjęcia tłuściocha przed i po, a do drugiego można dać ujęcia czworonogów kłębiących się wokół śmietnika położonego gdziekolwiek.
Ktoś rzuca pomysł, by ograć przygotowania do wizyty Benedykta XVI, ale koncept zostaje zduszony w zarodku.
Jest nowy temat:
– Komórki podgrzewają mózg! – redaktor od ciekawostek macha złożoną kartką formatu A4.