Archiwa tagu: Prokuratura Okręgowa w Kielcach

List otwarty do Ministra Sprawiedliwości

List otwarty do Ministra Sprawiedliwości

LIST OTWARTY

Szanowny Panie Ministrze Sprawiedliwości i Prokuratorze Generalny

Zwracamy się do Pana z apelem i prośbą o pomoc. W związku ze spekulacjami w prasie i środowisku prawniczym, iż prokurator Dariusz Dryjas, obecnie prokurator wydziału nadzoru nad postępowaniem przygotowawczym Prokuratury Okręgowej w Kielcach, ma być powołany przez Pana na stanowisko Prokuratora Okręgowego tej prokuratury. Jeżeli te doniesienia medialne są prawdziwe, stanowczo sprzeciwiamy się tej nominacji.

Prokurator Dariusz Dryjas jest odpowiedzialny moralnie za śmierć Doroty Mrugały w areszcie tymczasowym w Kielcach, bezpodstawnie oskarżonej o zlecenie zabójstwa swojego byłego męża – Krzysztofa Mrugały. Podstawą oskarżenia były zeznania Krzysztofa Ł., kryminalisty, który podobno usłyszał w więzieniu o zleceniu zabójstwa przez Dorotę Mrugałę od Norberta Sz. (skazanego później za zabójstwo Krzysztofa Mrugały). Tylko te zeznania wystarczyły, aby prokurator Dryjas aresztował Dorotę Mrugałę. Natomiast Norbert Sz. nigdy nie potwierdził, aby rozmawiał z Krzysztofem Ł. o zabójstwie męża Doroty Mrugały i do tego zabójstwa nigdy się nie przyznał. Proces miał charakter poszlakowy i opierał się tylko o zeznania skruszonego gangstera. Natomiast winę Doroty Mrugały wielokrotnie oceniły sądy uznając, że nie miała ze zbrodnią niczego wspólnego.

– Nie miała żadnego interesu w zabójstwie. Żałuję, że nie dożyła chwili oczyszczenia swojego imienia – mówił w 2007 roku sędzia Adam Kabziński.
– Z przykrością należy tylko stwierdzić, że nie doczekała tej oceny materiału dowodowego – powiedział w 2011 roku sędzia Marek Stempniak.

Ustalono też, że prokurator mylił się także w przypadku dwóch innych oskarżonych. Jednemu z nich Skarb Państwa wypłacił potężne odszkodowanie za niesłuszne aresztowanie. Drugi zniszczony nie podjął walki.

Mimo przebytej wcześniej operacji, Dorota Mrugała w chwili aresztowania cierpiała na niewydolność nerek i inne poważne problemy zdrowotne. Podejrzana wychowywała samotnie dwie córki – 24 letnią Anetę i 18 letnią Bożenę. Prokurator podejmując decyzję zastosowania aresztu tymczasowego nie wskazał i nie uzasadnił zasadności zastosowania tego właśnie środka w celu zapewnienia prawidłowego przebiegu postępowania w sprawie. Działania prokuratora po aresztowaniu Doroty Mrugały również nie mają uzasadnienia dobrem śledztwa – córkom aresztowanej nie pozwolił zobaczyć się z matką przez prawie miesiąc od momentu aresztowania. Kobietę aresztowano zimą w cienkiej bluzce. Córki chciały przekazać matce ciepłą odzież, środki czystości i niezbędne lekarstwa. Przez prawie miesiąc nie dostały na to zgody. Zwracały się do prokuratora, o wyjaśnienie sytuacji i wysłuchanie. Prokurator nie chciał z nimi rozmawiać, groził, że zabierze im komputer, jeżeli będą dalej pisały kolejne listy z prośbami o pomoc. „Sprawiedliwość to jest po śmierci” powiedział ze śmiechem przerażonym córkom Doroty Mrugały. Te słowa okazały się prorocze.

Abstrahując od oceny prawnej zasadności zastosowania aresztu tymczasowego wobec podejrzanej, działania prokuratora Dryjasa i sądu w stosunku do podejrzanej i jej córek urągały przepisom prawa i przyzwoitości. Bo jakim zagrożeniem dla dobra śledztwa byłoby zezwolenie na widzenie się z córkami, czy zezwolenie na podanie ciepłej odzieży i niezbędnych lekarstw? Czy pisanie listów do prasy i instytucji państwowych przez zrozpaczone dzieci byłoby też zagrożeniem dobra śledztwa, czy może zagrożeniem dla conajmniej nieetycznych działań prokuratora Dryjasa? Czy naśmiewanie się z dzieci podejrzanej, straszenie ich i cyniczne uwagi to standardowe i zalecane działania prokuratorów?

10 sierpnia 2006 r. prokurator Dryjas złożył akt oskarżenia przeciwko m.in. Dorocie Mrugała w SO w Kielcach. Od tego dnia córki nie dostały pozwolenia na widzenie matki, aż do dnia jej śmierci we wrześniu 2006 roku, kiedy zezwolono im pożegnać się z matką w szpitalu – w obecności dwóch uzbrojonych funkcjonariuszy policji. Dorota Mrugała po 9 miesiącach spędzonych w Areszcie Śledczym w Kielcach zmarła na skutek zawału serca i wylewu nie odzyskując wolności. Jej córki dysponują druzgocącą opinią biegłych na temat zaniedbań więziennych lekarzy.

Nawet po śmierci Dorota Mrugała nie doczekała się sprawiedliwości. Sąd skazujący morderców jej męża jednoznacznie stwierdził, że została ona oskarżona przez prokuratora bezpodstawnie. Prokurator Dryjas nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności i uważa, iż to kielecki sąd jest odpowiedzialny za aresztowanie zmarłej. Warto dotrzeć do kompromitujących materiałów telewizyjnych, gdzie stanowisko zabierają przedstawiciele Prokuratury. Córki walczące o dobre imię i godność swojej matki i wyczerpały już niemal drogę prawną w Polsce. Prokuratura aresztowała Dorotę Mrugałę, ale w postępowaniu sądowym ta osoba okazała się faktycznie niewinna. To są prawne podstawy do dochodzenia odpowiedzialności od winnych tej śmierci. Państwo polskie umyło ręce. Minęło 10 lat od tragicznej śmierci Doroty Mrugały. Jej córki mozolnie odbudowują swoje życie i starają się bez powodzenia zapomnieć jak one i ich matkę nie znalazły sprawiedliwości w prokuraturze i w wymiarze sprawiedliwości.

Szanowny Panie Ministrze Sprawiedliwości i Prokuratorze Generalny jest Pan nadzieją Polaków, nadzieją tysięcy pokrzywdzonych przez prokuratury i wymiar sprawiedliwości, którzy uwierzyli w obiecaną „dobrą zmianę”. Uwierzyli, że to Pan przywróci normalność, powstrzyma bagatelizowanie i zamiatanie pod dywan ludzkich krzywd. Obiecał Pan Polakom wprowadzenie mechanizmów wymuszających od funkcjonariuszy prokuratur i sądów działanie w ramach prawa. To Pan obiecał Polakom sądy i prokuratury wolne od łgarstwa, korupcji, braku kompetencji, braku empatii i ludzkiej przyzwoitości. Dlatego z niedowierzaniem przyjmujemy doniesienia medialne o nominacji prokuratora Dariusza Dryjasa na stanowisko Prokuratora Okręgowego w Kielcach. Zdajemy sobie sprawę, że prokurator Dryjas jest w świetle obowiązującego w Polsce prawa – niewinny w sprawie śmierci Doroty Mrugały. Uważamy, że nie zwalnia to Dariusza Dryjasa z odpowiadzialności moralnej za jej śmierć i za tragedię jej córek. To bowiem od prokuratora oczekuje się nie tylko doprowadzenia do ukarania przestępcy, ale też pomocy poszkodowanym i wreszcie ochrony osoby niewinnej. Sledztwo ma przecież służyć sprawiedliwości, a więc i ochronie jednostki. Działania prokuratora Dryjasa, wskazują wprost, iż jego działań nie cechowało poczucie moralnej odpowiedzialności za ochronę tak oskarżonej jak i jej córek. Stąd nominowanie prokuratora Dariusza Dryjasa na funkcję Prokuratora Okręgowego w Kielcach, byłoby nie tylko niedotrzymaniem obietnic „dobrej zmiany”, ale wręcz jej zaprzeczeniem. Niedopuszczalnym jest, aby prokurator, co do którego istnieje chociaż cień wątpliwości – co do jego kompetencji i moralności – został prokuratorem okręgowym. Oskarżanie, to główna i brzemienna w najważniejsze treści etyczne – rola prokuratora. Moralnie uzasadnione oskarżenie, to nie tylko stwierdzanie winy przestępcy, ale również jej dostateczne uprawdopodobnienie i uzasadnianie, gdzie kluczowe znaczenie mają dowody. Dyskrecjonalna władza prokuratora, przesądzająca czasami literalnie o życiu lub śmierci oskarżonej/oskarżonego, musi być ograniczona do kręgu prawników kompetentnych i moralnych.

Z poważaniem niżej podpisani;

Pragniemy dodać, iż dane kontaktowe sygnatariuszy zostaną udostępnione na życzenie Pana Prokuratora Generalnego.

Aneta Mrugała,
Bożena Mrugała,
Grażyna Romanowa,
Anna Orzechowska,
Przemysław Rup,
Łukasz Pilarski,
Łukasz Białkowski,
Dorota Kuciej,
Andrzej Kuciej,
Adam Roman,
Łukasz Roman,
Dariusz Śliwiński,
Elżbieta Dębska,
Waldemar Radomski,
Dariusz Hupa,
Agnes Chwojko,
Renata Ramos,
Konrad Chmura,
Agnieszka Mierzwińska-Mrugała,
Diana Witkowska,
Philip Asare,
Zbigniew Zamelski,
Grzegorz Galiński,
Karina Zając,
Anna Jankowska-Kędzierska,
Jowita Molenda,
Aneta Orzel-Guillemard,
Izabella Sikorska,
Anna Garaj,
Krzysztof Bednarski,
Katarzyna Meyer-Rakowska,
Ewa Lutomska,
Grażyna Tamulska,
Michał Oszywa,
Monika Lubacha-Kaczor,
Halina Bożek,
Dariusz Dryjas

Zmiany w prokuraturze – Dariusz Dryjas awansuje…

Najwyższy czas bo po woli już się bałam, że awans za te wybitne zasługi może przejść Panu Prokuratorowi Dryjasowi koło nosa. No ale, jak dobra zmiana, to dobra zmiana. Na całego! Dariusz Dryjas Awansuje!

Za artykułem:

– To bardzo dobry prokurator z tzw. pierwszej linii, niezwykle pracowity. Zaczynał w Ostrowcu na śledztwach, potem był w „pezetach” i po prostu zasuwał. Do tego to skromny, przyzwoity człowiek – słyszymy od kieleckich prawników.

Przez tego przyzwoitego człowieka odebrano życie najcudowniejszej kobiecie na ziemi. W imię jego kariery odebrano mi i mojej siostrze Mamę. Dla mnie to szczególnie bolesny moment, że doczekałam się czasu awansu dla tego człowieka, a nie kary pozbawienia prawa wykonywania zawodu za błędy i niedociągnięcia, których się dopuścił.

Polecam lekturę artykułu: http://m.kielce.wyborcza.pl/kielce/1,106510,19940191,beda-zmiany-w-prokuraturze-nowym-szefem-spec-od-przestepczosci.html

Zrzut ekranu 2015-06-18 o 22.38.35

KSIĄŻKA: TABLOID. ŚMIERĆ W TYTULE

Jak bardzo można zniszczyć czyjeś życie jednym artykułem? Jak daleko posuwają się tabloidy, by przyciągnąć uwagę potencjalnego czytelnika? Jak bardzo czują się w tym bezkarne? [Anna Pawluk, październik 2015].

Podobno to życie pisze najbardziej niewiarygodne i dramatyczne scenariusze. Dwóch dziennikarzy – Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski – nakreśla nam jeden z nich. Ich książka „Tabloid. Śmierć w tytule” to znakomity i rzetelny reportaż, który czyta się jednym tchem, jak najlepszy thriller. Autorzy po mistrzowsku opowiadają historię rodziny Mrugałów, w której toksyczne relacje i setki małych błędów doprowadziły do tragedii.

Zrzut ekranu 2015-06-18 o 22.38.35

Równolegle do historii życia i śmierci Krzysztofa Mrugały, Głuchowski i Kowalski nakreślają czytelnikowi bulwersujące praktyki tabloidów, które doprowadziły do śmierci Doroty Mrugały.

Szereg bezmyślnych, nieodpowiedzialnych, nieetycznych i lekkomyślnych działań tytułowego tabloidu – Super Expressu – doprowadza do tego, że córki Mrugałów, oprócz tragicznie zmarłego ojca, tracą również matkę.

Trudno uwierzyć, że historia ta wydarzyła się naprawdę. A jednak! Świadomość, że Głuchowski i Kowalski zrekonstruowali ją na podstawie materiałów dowodowych działa jak uderzenie w głowę tępym narzędziem. Czytelnika przepełnia wrażenie niedowierzania, bezradności, przerażenia. Pytania nasuwają się same: jak to możliwe? Kto jest za to odpowiedzialny? Jak brukowce mogą niszczyć komuś życie zupełnie bezpodstawnie, bez dowodów? Gdzie leży granica? Jak tak obrzydliwe praktyki uchodzą tabloidom bezkarnie? Jak to możliwe, że wymiar sprawiedliwości może być tak nieudolny?

Z jednej strony jest to smutna i tragiczna opowieść o miłości, nienawiści, zazdrości, uległości, przemocy, a z drugiej o pozbawionym etyki dziennikarstwie brukowym i sposobach manipulowania, stosowanych przez tabloidy. Po tej lekturze nigdy więcej nie wydacie ani złotówki na żaden brukowiec. Gorąco polecam!

Źródło: http://magazyntuiteraz.pl/ksiazka-tabloid-smierc-w-tytule/

100 proc. kryminału. 0 proc. fikcji

Tabloid. Śmierć w tytule
Piotr Głuchowski & Marcin Kowalski

A co byś powiedział na kryminał, ale taki bez zmyślania i upiększania? Zbrodnia, która wydarzyła się naprawdę. Ofiary, które naprawdę cierpiały. I to podwójnie. Szwarccharakterem w tej historii jest bowiem nie tylko zabójca, ale także tabloid, który postanowił wydać wyrok śmierci w tej sprawie i złamać niejedno życie. A wszystko to wydarzyło się u nas, tu, w Polsce.

Kolejna recenzja Tabloid. Śmierć w tytule

Jak bardzo można zniszczyć czyjeś życie jednym artykułem? Jak daleko posuwają się tabloidy, by przyciągnąć uwagę potencjalnego czytelnika? Jak bardzo czują się w tym bezkarne? [Anna Pawluk, październik 2015].

Podobno to życie pisze najbardziej niewiarygodne i dramatyczne scenariusze. Dwóch dziennikarzy – Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski – nakreśla nam jeden z nich. Ich książka „Tabloid. Śmierć w tytule” to znakomity i rzetelny reportaż, który czyta się jednym tchem, jak najlepszy thriller. Autorzy po mistrzowsku opowiadają historię rodziny Mrugałów, w której toksyczne relacje i setki małych błędów doprowadziły do tragedii.

11659461_913243355406535_2800523564760178866_n

Równolegle do historii życia i śmierci Krzysztofa Mrugały, Głuchowski i Kowalski nakreślają czytelnikowi bulwersujące praktyki tabloidów, które doprowadziły do śmierci Doroty Mrugały.

Szereg bezmyślnych, nieodpowiedzialnych, nieetycznych i lekkomyślnych działań tytułowego tabloidu – Super Expressu – doprowadza do tego, że córki Mrugałów, oprócz tragicznie zmarłego ojca, tracą również matkę.

Trudno uwierzyć, że historia ta wydarzyła się naprawdę. A jednak! Świadomość, że Głuchowski i Kowalski zrekonstruowali ją na podstawie materiałów dowodowych działa jak uderzenie w głowę tępym narzędziem. Czytelnika przepełnia wrażenie niedowierzania, bezradności, przerażenia. Pytania nasuwają się same: jak to możliwe? Kto jest za to odpowiedzialny? Jak brukowce mogą niszczyć komuś życie zupełnie bezpodstawnie, bez dowodów? Gdzie leży granica? Jak tak obrzydliwe praktyki uchodzą tabloidom bezkarnie? Jak to możliwe, że wymiar sprawiedliwości może być tak nieudolny?

Z jednej strony jest to smutna i tragiczna opowieść o miłości, nienawiści, zazdrości, uległości, przemocy, a z drugiej o pozbawionym etyki dziennikarstwie brukowym i sposobach manipulowania, stosowanych przez tabloidy. Po tej lekturze nigdy więcej nie wydacie ani złotówki na żaden brukowiec. Gorąco polecam!

Źródło: http://magazyntuiteraz.pl/ksiazka-tabloid-smierc-w-tytule/

Tabloid. Śmierć w tytule

Zbrodnia to niesłychana, pani zabija pana – praktycznie obwieścił w 2006 roku Super Expres, odnosząc się do sprawy Doroty i Krzysztofa Mrugałów. On – znany lokalny biznesmen z Buska Zdroju – został zamordowany na progu swojego domu, ona została oskarżona o zlecenie tego zabójstwa, w myśl zasady, że o tego typu zbrodnie w pierwszym rzędzie podejrzewani są najbliżsi ofiary. Więc ona siedzi w więzieniu, śledztwo się toczy, do procesu dopiero ma dojść, a tabloid już wydaje wyrok. Dosyć typowe zresztą, pamiętamy wszyscy słynną sprawę mamy Madzi, choć sprawa Mrugałów miała miejsce jeszcze przed wydarzeniami z Sosnowca. Sąd stwierdził ostatecznie, że Dorota Mrugała nie miała nic wspólnego z zabójstwem męża, ale było już za późno… Konsekwencje poniosła cała rodzina: rodzice nie żyją, córki Mrugałów, wchodzące dopiero w dorosłość, rozsypały się psychicznie, interes upadł, dom niszczeje. Kto ponosi za to odpowiedzialność: bandyci, którzy napadli Mrugałę, policjanci prowadzący śledztwo z gotowymi tezami, prokurator nie przyznający się do popełnienia błędu, brukowiec żądny sensacji? Pewnie wszyscy po trochu, ale czy ktoś się naprawdę do tej odpowiedzialności poczuwa i czy ktoś chociaż przeprosił?

Reporterzy Gazety Wyborczej, Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski opisują sprawę pod hasłem Prawdziwe zbrodnie, co brzmi samo w sobie jak hasełko z tabloidu, albo gazetki kryminalnej, jaka wychodziła kiedyś, w latach 90-tych. Ale rzeczywiście, czyta się to jak kryminał, bo jest i morderstwo, jest i poszukiwanie sprawców, dowody i poszlaki – i człowiek zadaje sobie pytanie po co w ogóle wymyślać fikcyjne historie, jeśli prawdziwe, mrożące krew w żyłach zbrodnie można znaleźć w każdym policyjnym archiwum. Tyle tylko, że w kryminałach te historie zawsze kończą się zdemaskowaniem mordercy – w rzeczywistości zaś niekoniecznie. Tabloid to między innymi opowieść o bezkarności polskiego półświatka przestępczego: nikt nic nie widział, nic nie słyszał, a ludzie giną… Autorzy kryminałów nie piszą też o tym, co dalej: o procesie i o tym, czy sprawca poniósł zasłużoną karę. W życiu z tym bywa różnie. Wiele procesów jest poszlakowych, ewidentnych dowodów brak, bazy danych DNA brak, to nie CSI. Zatem nawet jeśli jest proces, wszystko może się oprzeć o to, komu da wiarę sędzia – prokuratorowi, czy obrońcy… Jeśli jeszcze w to wszystko mieszają się media, podgrzewając atmosferę i wydając własne opinie, to robi się grubo. Bo wiadomo, że wyrok wyrokiem, ale opinia publiczna swoje wie, a jak do człowieka przylgnie łatka przestępcy, to pozbyć się jej trudno. Nawet jeśli w sądzie człowiek zostanie uniewinniony. Z taką to historią pośrednio tu mamy do czynienia.

Tak naprawdę jednak włos na głowie jeży nie tyle zbrodnia i opis śledztwa, ale to, co było przedtem. Autorzy bowiem sięgają wstecz, do historii rodziny Mrugałów, do relacji pomiędzy żoną a mężem oraz ich córkami. A nawet jeszcze głębiej. To co czytamy, to niestety polska patologia – przemoc domowa. Mrugałowie wcale nie byli szczęśliwą, kochającą się rodziną. Niby ludzie zamożni, na poziomie, ale wywodzący się jednak z nizin, z biedy, z realiów socjalistycznych. Jednak pochodzenie i zły charakter daje o sobie znać. Najgorsze jest to, że tego typu patologiczne zachowania przenoszą się z pokolenia na pokolenie, z ojca na dzieci, które następnie nie potrafią okazywać miłości swoim dzieciom. Ile jest takich rodzin, jak Mrugałowie w Polsce? Matek i żon godzących się na to, że mąż je maltretuje, kochających go i nienawidzących go zarazem, współuzależnionych? Człowiek myśli sobie, że nie miał zbyt wesołego dzieciństwa, ale potem, kiedy czyta coś takiego, dziękuje Bogu… Ciekawostką jest to, że w książce pada wzmianka o terapii ustawień Hellingera, leczącej rzekomo toksyczne rodzinne relacje – terapii, którą przybliżył nam Miłoszewski w Uwikłaniu.

Wreszcie znajdziemy w Tabloidzie i skróconą historię polskiej transformacji ustrojowej, przede wszystkim rozwoju prasy, w tym brukowej: Super Expresu i Faktu. Wzorującej się na zachodnich szmatławcach, początkowo jednak starającej się trzymać fason, z czasem jednak i z powodu coraz większej rywalizacji, staczającej się na dno i zaspokajającej najbardziej prymitywne gusta czytelnicze. Może pamiętacie, jak Marta z Na Wspólnej próbowała pracować w tego typu gazecie? No więc tego typu sytuacje wcale nie zostały wyssane przez scenarzystów z palca.

To wszystko splata się w książce w pełnokrwisty reportaż, pisany z nerwem, od którego wręcz nie można się oderwać. Tylko szkoda, że takie sytuacje się ciągle przydarzają, w życiu, a nie w fikcji literackiej. Bardzo polskie jest to, że do winy i do błędu jak zwykle nikt się nie przyznaje, i nikt nie potrafi zwyczajnie przeprosić… Niesmaczna jest postawa prokuratora umywającego ręce, ale przede wszystkim mediów, żerujących bez skrupułów na ludzkim nieszczęściu i nie poczuwających się w związku z tym do niczego.

Metryczka:

Gatunek: reportaż

Główny bohater: rodzina Mrugałów

Miejsce akcji: Polska

Czas akcji: lata 80-te i 90-te XX wieku, współcześnie

Ilość stron: 331

Moja ocena: 5/6

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski, Tabloid. Śmierć w tytule, Wyd. Agora, 2015 

Źródło: http://dzienpozniej.blogspot.com/2015/10/tabloid-smierc-w-tytule.html

Kolejna recenzja Tabloid. Śmierć w tytule

Życie pisze najlepsze historie. Również te najbardziej przerażające, wstrząsające i przejmujące. Tabloid. Śmierć w tytule Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego to porażającą opowieść o jednej z nich.

Biorąc się za lekturę „Tabloidu” wydawało mi się, że będzie to kryminał, którego fabuła dość luźno oparta jest na autentycznych wydarzeniach. W istocie tej książce o wiele bliżej do fabularyzowanego reportażu, którego autorzy wykonali mrówczą pracę, by wydobyć na światło dzienne wszystkie fakty i osadzić je w konkretnym kontekście. A mimo to – a może dzięki temu? – czyta się ją rewelacyjnie.

Tabloid. Śmierć w tytule to historia jednej rodziny, jednej fortuny, jednego zabójstwa i wielu złamanych życiorysów.

Głuchowski i Kowalski swoją opowieść rozpoczynają od kluczowej sceny – morderstwa Krzysztofa Mrugały, zamożnego kantorzysty z Buska-Zdroju, który w wyniku pobicia i ran postrzałowych zmarł pod bramą własnego domu. Następnie cofamy się w czasie o wiele lat, by o Mrugale i jego rodzinie dowiedzieć się więcej: kim byli, skąd pochodzili, jakie panowały między nimi stosunki, wreszcie – w jaki sposób udał im dorobić się niebotycznego majątku.

Później musimy zmierzyć się z wydarzeniami, które były konsekwencją morderstwa. Poznajemy przebieg poszlakowego śledztwa i wpływ, jaki miał na nie opublikowany w jednym z tabloidów artykuł, oskarżający o zlecenie zabójstwa żonę Krzysztofa, Dorotę Mrugałę. Ostatecznie oczyszczona z zarzutów, umarła nie doczekawszy procesu. Za błąd organów ścigania wysoką cenę zapłaciły także jej dwie córki.

Czytając Tabloid. Śmierć w tytule trudno uwierzyć, że śledztwo potoczyło się w taki sposób i że zostało wypaczone przez jedną, nieprawdziwą publikację w gazecie. Jednocześnie poraża nieudolność rodzimego wymiaru sprawiedliwości.

Gdyby była to historia zmyślona, można by o niej napisać, że jest „mocna, ale naciągana”. Gdy jednak mamy do czynienia z historią autentyczną, brakuje słów.

Głuchowski i Kowalki nie poprzestają jedynie na rzetelnym przedstawieniu faktów dotyczących morderstwa, jego konsekwencji oraz wydarzeń, które je poprzedziły. Wyjaśniają także, w jaki sposób taki artykuł mógł w ogóle pojawić się na łamach prasy i tej konkretnej gazety – Super Expresu. Tłumaczą, jakim dziennikiem był on na początku swojego istnienia, jak na jego kształt wpłynęło pojawienie się konkurenta – Faktu – i jak oba pisma prześcigały się w poszukiwaniu sensacji i żerowaniu na emocjach czytelników.

Tabloid. Śmierć w tytule to bolesne świadectwo polskich patologii. Nie tyle otwiera oczy, co dobitnie unaocznia to, z czego większość z nas zdaje sobie sprawę, nawet jeżeli wyłącznie intuicyjnie.

Źródło: http://splay.pl/2015/08/29/tabloid-smierc-w-tytule/

Tabloid. Śmierć w tytule w czytambolubie

Tabloid. Śmierć w tytule w czytambolubie

11536442_1652904101611004_1271551030866016535_o

Dwie historie splecione ze sobą w śmiertelnym uścisku. Jedna opowiada o tym jak w wolnej Polsce zaczęły powstawać redakcje tabloidów, jakich czytelników chciano zdobyć i jakie zamieszczano informacje. Druga to opowieść o rodzinie Mrugałów z Buska Zdroju, morderstwie, winie i karze wymierzonej znienacka i nie w majestacie prawa.

„Tabloid”, ku mojemu zaskoczeniu, jest reportażem a nie powieścią. Autorzy odtwarzają wydarzenia, które doprowadziły do śmierci obojga rodziców dwóch córek. Ale żeby obraz był pełen, najpierw eksplorują sekrety rodzinne – przemoc w domu, biedę, zachwiane relacje z teściową, problemy psychosomatyczne obu córek oraz nagły rozkwit interesów i duże pieniądze, które niczego nie naprawiły, choć dawały pozory bezpieczeństwa. Gdy po odejściu żony, zamożny właściciel kantoru zostaje zamordowany na terenie swojej posesji, najpierw podejrzewa się, że padł ofiarą złodziei. Dopiero publikacja w tabloidzie, w której oskarżono byłą żonę zamordowanego o zlecenie zabójstwa elektryzuje całą społeczność miasta. Wyrok zapadł bez udziału sądu, doprowadzając do kolejnej tragedii.

To bardzo smutna i bardzo polska historia. Nikt nie wierzy bogatemu, bo jest bogaty. Bardziej wiarygodny jest przestępca, a najbardziej czwarta władza – czyli media żerujące na sensacji i skandalu oraz napychające sobie kieszenie sprzedaniem krwawych newsów. Również dla prokuratury bardziej istotne jest zamknięcie sprawy niż dociekanie jak było naprawdę. „Tabloid” to kryminał, który rozegrał się naprawdę, ale w przeciwieństwie do fikcyjnych historii, po przeczytaniu tego reportażu pozostaje niesmak, poczucie, że nie wszystko zostało zrobione w tej sprawie, a przede wszystkim dojmujące obrzydzenie w stosunku do tabloidów. Przeczytajcie!

Źródło: http://www.czytambolubie.com/tabloid-smierc-w-tytule-piotr-gluchowski-marcin-kowalski/

Tabloid. Śmierć w tytule wyróżniony

Tabloid. Śmierć w tytule Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego zajął drugie miejsce w plebiscycie „Najgorętsza Książka Lata 2015” organizowanym przez TVP Kultura.

Zwycięską książkę wyłoniła publiczność w głosowaniu internetowym. Wyniki zostały ogłoszone podczas ostatniego dnia festiwalu Literacki Sopot. Wygrał „Okularnik” Katarzyny Bondy. Trzecią pozycję zajęła „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej.

Wśród dziesiątki nominowanych byli m.in.: Izabela Cywińska, Szczepan Twardoch, Olga Tokarczuk, Małgorzata Szejnert, Krzysztof Varga i Ziemowit Szczerek. Prestiżowy plebiscyt „Najgorętsza Książka Lata” organizują TVP Kultura i Miasto Sopot. Odbywa się na festiwalu Literacki Sopot. Widzowie i internauci głosowali przez miesiąc.

Cały tekst: http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,48722,18622295,kryminal-non-fiction-bydgoskich-autorow-wyrozniony.html#ixzz3joLyWvNV

Portal kryminalny o „Tabloid. Śmierć w tytule”

Utracona cześć Doroty Mrugały

Kto weźmie „Tabloid” do ręki, ma przed sobą nieprzespaną noc – grzmi z czwartej strony okładki Michał Olszański. I choć zazwyczaj blurby nijak się mają do rzeczywistości, tym razem trudno Olszańskiemu nie przytaknąć. Od książki Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego faktycznie nie sposób się oderwać. To bardzo emocjonująca lektura, diablo wciągająca. Nie tylko dlatego, że wszystkie opisane w niej wydarzenia są faktami, a dotyczą sprawy, która do dziś nie została rozwiązana.

Wydaje się, że duet autorów wziął sobie do serca maksymę Alfreda Hitchcocka. „Tabloid. Śmierć w tytule” zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Busko Zdrój, listopad 2004. W bandyckim napadzie zostaje zamordowany najbogatszy mieszkaniec miasteczka: kantorowiec Krzysztof Mrugała. Bez śladu ginie również torba, w której Mrugała przewoził pół miliona złotych. O zlecenie zabójstwa, trochę z braku lepszego kandydata, zostaje oskarżona jego była żona Dorota, ta jednak rozstrzygnięcia sprawy nie doczeka: umiera w areszcie śledczym, zanim ruszy proces. Wyrok natomiast zdąży wydać „Super Express”. By zdobyć dom kazała zamordować swojego męża – krzyczał nagłówek Superaka z marca 2006 roku. Publikacja w tabloidzie była początek końca. Pół roku później Dorota Mrugała umiera w areszcie, a dwie osierocone córki, którym właśnie załamało się życie, zaczynają walkę o sprawiedliwość.

IMG_0365

Książka duetu Głuchowski–Kowalski jest świetnie skonstruowana. Autorzy zaczynają od wysokiego c – zabójstwa kantorowca, po to, by cofnąć się w czasie i nakreślić burzliwe losy Mrugałów. Rodziny, która pozornie miała wszystko. Przede wszystkim pieniądze. Dużo pieniędzy, których dorobili się w burzliwych latach dziewięćdziesiątych dzięki biznesowej żyłce Krzysztofa i udanym inwestycjom. Mieli też okazały dom z wieżą, monogramy na meblach, samochody i własne boisko do siatkówki. Jednak za wysokim parkanem przy Korczaka od lat toczył się rodzinny dramat, którego finałem była ucieczka Doroty z córkami, rozwód i sądowy zakaz zbliżania się. A to był dopiero początek dramatu.

Ale „Tabloid. Śmierć w tytule” nie jest li tylko opowieścią o rodzinie Mrugałów. Głuchowski i Kowalski zabierają (choć chyba określenie „porywają” będzie bardziej na miejscu) czytelnika w podróż po ostatnich dwudziestu pięciu latach wolnej Polski. W losach rodziny kantorowca – jak w soczewce – skupiają się niemal wszystkie najnowsze dziejowe zakręty. Fortuny, które rodziły się na łóżkach polowych i w autobusach rejsowych krążących między wschodem i zachodem. Spektakularne kariery i upadki z wysoka, rozbuchana przestępczość zorganizowana lat dziewięćdziesiątych. Opresyjna IV RP, porażająca niesprawiedliwość organów ścigania w parze z polowaniem na czarownice ministra Ziobry i stopniowa, acz bezpowrotna utrata niewinności mediów. Bo „Tabloid” to również rzecz o tym, jak gorzkie konsekwencje mają sądy ex cathedra ferowane z lekkością przez prasę brukową.

Co istotne, choć „Tabloid” to True Crime pełną gębą, napisany jest z literackim wyczuciem. Ma w sobie wszystko to, co powinien zawierać dobry kryminał: pełnokrwistych bohaterów, zaskakujące zwroty akcji, tajemnice z przeszłości i zakończenie, które wbija w fotel. To świetny reportaż i pierwszorzędna literatura.

Zofia Jurczak

Źródło: http://www.portalkryminalny.pl/content/view/6456/35/