Miesięczne archiwum: Październik 2015

100 proc. kryminału. 0 proc. fikcji

Tabloid. Śmierć w tytule
Piotr Głuchowski & Marcin Kowalski

A co byś powiedział na kryminał, ale taki bez zmyślania i upiększania? Zbrodnia, która wydarzyła się naprawdę. Ofiary, które naprawdę cierpiały. I to podwójnie. Szwarccharakterem w tej historii jest bowiem nie tylko zabójca, ale także tabloid, który postanowił wydać wyrok śmierci w tej sprawie i złamać niejedno życie. A wszystko to wydarzyło się u nas, tu, w Polsce.

Kolejna recenzja Tabloid. Śmierć w tytule

Jak bardzo można zniszczyć czyjeś życie jednym artykułem? Jak daleko posuwają się tabloidy, by przyciągnąć uwagę potencjalnego czytelnika? Jak bardzo czują się w tym bezkarne? [Anna Pawluk, październik 2015].

Podobno to życie pisze najbardziej niewiarygodne i dramatyczne scenariusze. Dwóch dziennikarzy – Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski – nakreśla nam jeden z nich. Ich książka „Tabloid. Śmierć w tytule” to znakomity i rzetelny reportaż, który czyta się jednym tchem, jak najlepszy thriller. Autorzy po mistrzowsku opowiadają historię rodziny Mrugałów, w której toksyczne relacje i setki małych błędów doprowadziły do tragedii.

11659461_913243355406535_2800523564760178866_n

Równolegle do historii życia i śmierci Krzysztofa Mrugały, Głuchowski i Kowalski nakreślają czytelnikowi bulwersujące praktyki tabloidów, które doprowadziły do śmierci Doroty Mrugały.

Szereg bezmyślnych, nieodpowiedzialnych, nieetycznych i lekkomyślnych działań tytułowego tabloidu – Super Expressu – doprowadza do tego, że córki Mrugałów, oprócz tragicznie zmarłego ojca, tracą również matkę.

Trudno uwierzyć, że historia ta wydarzyła się naprawdę. A jednak! Świadomość, że Głuchowski i Kowalski zrekonstruowali ją na podstawie materiałów dowodowych działa jak uderzenie w głowę tępym narzędziem. Czytelnika przepełnia wrażenie niedowierzania, bezradności, przerażenia. Pytania nasuwają się same: jak to możliwe? Kto jest za to odpowiedzialny? Jak brukowce mogą niszczyć komuś życie zupełnie bezpodstawnie, bez dowodów? Gdzie leży granica? Jak tak obrzydliwe praktyki uchodzą tabloidom bezkarnie? Jak to możliwe, że wymiar sprawiedliwości może być tak nieudolny?

Z jednej strony jest to smutna i tragiczna opowieść o miłości, nienawiści, zazdrości, uległości, przemocy, a z drugiej o pozbawionym etyki dziennikarstwie brukowym i sposobach manipulowania, stosowanych przez tabloidy. Po tej lekturze nigdy więcej nie wydacie ani złotówki na żaden brukowiec. Gorąco polecam!

Źródło: http://magazyntuiteraz.pl/ksiazka-tabloid-smierc-w-tytule/

Tabloid. Śmierć w tytule

Zbrodnia to niesłychana, pani zabija pana – praktycznie obwieścił w 2006 roku Super Expres, odnosząc się do sprawy Doroty i Krzysztofa Mrugałów. On – znany lokalny biznesmen z Buska Zdroju – został zamordowany na progu swojego domu, ona została oskarżona o zlecenie tego zabójstwa, w myśl zasady, że o tego typu zbrodnie w pierwszym rzędzie podejrzewani są najbliżsi ofiary. Więc ona siedzi w więzieniu, śledztwo się toczy, do procesu dopiero ma dojść, a tabloid już wydaje wyrok. Dosyć typowe zresztą, pamiętamy wszyscy słynną sprawę mamy Madzi, choć sprawa Mrugałów miała miejsce jeszcze przed wydarzeniami z Sosnowca. Sąd stwierdził ostatecznie, że Dorota Mrugała nie miała nic wspólnego z zabójstwem męża, ale było już za późno… Konsekwencje poniosła cała rodzina: rodzice nie żyją, córki Mrugałów, wchodzące dopiero w dorosłość, rozsypały się psychicznie, interes upadł, dom niszczeje. Kto ponosi za to odpowiedzialność: bandyci, którzy napadli Mrugałę, policjanci prowadzący śledztwo z gotowymi tezami, prokurator nie przyznający się do popełnienia błędu, brukowiec żądny sensacji? Pewnie wszyscy po trochu, ale czy ktoś się naprawdę do tej odpowiedzialności poczuwa i czy ktoś chociaż przeprosił?

Reporterzy Gazety Wyborczej, Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski opisują sprawę pod hasłem Prawdziwe zbrodnie, co brzmi samo w sobie jak hasełko z tabloidu, albo gazetki kryminalnej, jaka wychodziła kiedyś, w latach 90-tych. Ale rzeczywiście, czyta się to jak kryminał, bo jest i morderstwo, jest i poszukiwanie sprawców, dowody i poszlaki – i człowiek zadaje sobie pytanie po co w ogóle wymyślać fikcyjne historie, jeśli prawdziwe, mrożące krew w żyłach zbrodnie można znaleźć w każdym policyjnym archiwum. Tyle tylko, że w kryminałach te historie zawsze kończą się zdemaskowaniem mordercy – w rzeczywistości zaś niekoniecznie. Tabloid to między innymi opowieść o bezkarności polskiego półświatka przestępczego: nikt nic nie widział, nic nie słyszał, a ludzie giną… Autorzy kryminałów nie piszą też o tym, co dalej: o procesie i o tym, czy sprawca poniósł zasłużoną karę. W życiu z tym bywa różnie. Wiele procesów jest poszlakowych, ewidentnych dowodów brak, bazy danych DNA brak, to nie CSI. Zatem nawet jeśli jest proces, wszystko może się oprzeć o to, komu da wiarę sędzia – prokuratorowi, czy obrońcy… Jeśli jeszcze w to wszystko mieszają się media, podgrzewając atmosferę i wydając własne opinie, to robi się grubo. Bo wiadomo, że wyrok wyrokiem, ale opinia publiczna swoje wie, a jak do człowieka przylgnie łatka przestępcy, to pozbyć się jej trudno. Nawet jeśli w sądzie człowiek zostanie uniewinniony. Z taką to historią pośrednio tu mamy do czynienia.

Tak naprawdę jednak włos na głowie jeży nie tyle zbrodnia i opis śledztwa, ale to, co było przedtem. Autorzy bowiem sięgają wstecz, do historii rodziny Mrugałów, do relacji pomiędzy żoną a mężem oraz ich córkami. A nawet jeszcze głębiej. To co czytamy, to niestety polska patologia – przemoc domowa. Mrugałowie wcale nie byli szczęśliwą, kochającą się rodziną. Niby ludzie zamożni, na poziomie, ale wywodzący się jednak z nizin, z biedy, z realiów socjalistycznych. Jednak pochodzenie i zły charakter daje o sobie znać. Najgorsze jest to, że tego typu patologiczne zachowania przenoszą się z pokolenia na pokolenie, z ojca na dzieci, które następnie nie potrafią okazywać miłości swoim dzieciom. Ile jest takich rodzin, jak Mrugałowie w Polsce? Matek i żon godzących się na to, że mąż je maltretuje, kochających go i nienawidzących go zarazem, współuzależnionych? Człowiek myśli sobie, że nie miał zbyt wesołego dzieciństwa, ale potem, kiedy czyta coś takiego, dziękuje Bogu… Ciekawostką jest to, że w książce pada wzmianka o terapii ustawień Hellingera, leczącej rzekomo toksyczne rodzinne relacje – terapii, którą przybliżył nam Miłoszewski w Uwikłaniu.

Wreszcie znajdziemy w Tabloidzie i skróconą historię polskiej transformacji ustrojowej, przede wszystkim rozwoju prasy, w tym brukowej: Super Expresu i Faktu. Wzorującej się na zachodnich szmatławcach, początkowo jednak starającej się trzymać fason, z czasem jednak i z powodu coraz większej rywalizacji, staczającej się na dno i zaspokajającej najbardziej prymitywne gusta czytelnicze. Może pamiętacie, jak Marta z Na Wspólnej próbowała pracować w tego typu gazecie? No więc tego typu sytuacje wcale nie zostały wyssane przez scenarzystów z palca.

To wszystko splata się w książce w pełnokrwisty reportaż, pisany z nerwem, od którego wręcz nie można się oderwać. Tylko szkoda, że takie sytuacje się ciągle przydarzają, w życiu, a nie w fikcji literackiej. Bardzo polskie jest to, że do winy i do błędu jak zwykle nikt się nie przyznaje, i nikt nie potrafi zwyczajnie przeprosić… Niesmaczna jest postawa prokuratora umywającego ręce, ale przede wszystkim mediów, żerujących bez skrupułów na ludzkim nieszczęściu i nie poczuwających się w związku z tym do niczego.

Metryczka:

Gatunek: reportaż

Główny bohater: rodzina Mrugałów

Miejsce akcji: Polska

Czas akcji: lata 80-te i 90-te XX wieku, współcześnie

Ilość stron: 331

Moja ocena: 5/6

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski, Tabloid. Śmierć w tytule, Wyd. Agora, 2015 

Źródło: http://dzienpozniej.blogspot.com/2015/10/tabloid-smierc-w-tytule.html