Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

PIWO – Program Informacyjny Wesoły Opiniotwórczy

Zapraszam do wysłuchania audycji w TOK FM:

Zrzut ekranu 2015-06-27 o 22.41.15

Faktyczny Dom Kultury

Kilka zdjęć z wczorajszego spotkania w Faktycznym Domu Klutury:

11665772_913243395406531_392355633222630899_n 10417788_913243388739865_8703965474256651130_n 11659461_913243355406535_2800523564760178866_n 11254024_913243318739872_1555351394007293588_n 11391777_913243282073209_6824499981269972988_n 10407845_913243262073211_4722193177072966654_n 11050282_913243172073220_2634610677084473596_n 18015_913243175406553_5938859694831820998_nFot.: Piotr Tomczyk

 

Tabloid. Śmierć w tytule

Zrzut ekranu 2015-06-22 o 10.40.04

Taka sytuacja

Zrzut ekranu 2015-06-20 o 07.14.20

Spotkanie w Faktyczny Dom Kultury

11406145_909518462445691_5861824427711157399_o

Hala Odlotów

Trwa dobra passa polskiego filmu dokumentalnego. Jubileuszowy 55. Krakowski Festiwal Filmowy wygrały trzy polskie filmy i do tego wszystkie zostały zrealizowane przez kobiety. Wcześniej dwa polskie dokumenty otarły się o Oscara.

Nie spada popularność reportażu literackiego, który zawsze był polską specjalnością. Czy to oznacza, że prawda jest w cenie? Z drugiej strony tabloidy, portale plotkarskie dostarczają nam codziennie dawkę nadinterpretacji, przeinaczeń, półprawd i zwyczajnych kłamstw. To również cieszy się popularnością. Kulisy „tabloidowej” zbrodni opisują Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski w kryminale opartym na faktach „Tabloid. Śmierć w tytule”. A prawda, która rani? Reporter czasem wie więcej niż prokurator. Czy zawsze może tę wiedzę wykorzystać? Czy ma prawo pisać książkę, kiedy jego bohaterowie tego nie chcą? Jak daleko jeszcze można się posunąć, aby zainteresować widza czy czytelnika? Jaka jest cena prawdy?
O tym dyskutują: Magdalena Grzebałkowska – reporterka, autorka biografii „Ksiądz paradoks”, „Beksińscy. Portret podwójny” oraz reportażu „1945. Wojna i pokój” Karolina Bielawska – reżyserka, autorka filmu „Mów mi Marianno” Urszula Antoniak – reżyserka, autorka filmu „Strefa nagości” Magdalena Wichrowska – filozofka i filmoznawczyni, autorka książki „Szukając prawdy. Problem poetyki w polskim filmie dokumentalnym po roku 1989″ Piotr Głuchowski – reporter, współautor książki „Tabloid. Śmierć w tytule”
Zapraszam:
Zrzut ekranu 2015-06-18 o 22.38.35

Kolejne plany promocyjne

Autorów książki będzie można usłyszeć i zobaczyć:

Czwartek (18.06.) – o godz. 8.30 Ranne Kakao w Rock Radio

Czwartek (18.06.) – o godz. 20.20 spotkanie z Piotrem Głuchowskim w Hali Odlotów (TVP Kultura).

Czwartek (25.06.) – o godz. 19.00 spotkanie z Piotrem Głuchowskim, Marcinem Kowalskim, Anetą Mrugałą, aktorem Markiem Bukowskim w Faktycznym Domu Kultury (ul. Gałczyńskiego 12, Warszawa). Prowadzi Michał Olszański – TVP 2, Radiowa Trójka.

Tabloid pnie się w górę

26 miejsce w bestsellerach Empiku

Zrzut ekranu 2015-06-17 o 19.39.37

5 fragment książki „Tabloid. Śmierć w tytule”

To się stało 11 lat temu, gdy właściciel kantoru wracał z pracy. O morderstwo oskarżono jego żonę. Dostała wyrok śmierci. Wydał go tabloid. Prezentujemy fragmenty książki „Tabloid. Śmierć w tytule” Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego.

Zrzut ekranu 2015-06-17 o 08.58.15

Krzysztof Mrugała, właściciel kantoru, wracał z pracy. Miał przy sobie pół miliona złotych w walucie i złocie. Szamotanina przed domem trwała zaledwie kilkanaście minut. O zlecenie zabójstwa oskarżono jego żonę Dorotę. Dostała wyrok śmierci. Wydał go nie sąd, a tabloid. O jej dobrą pamięć zaczęła walczyć córka Aneta.”Tabloid. Śmierć w tytule” Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego to opowieść o niewyjaśnionej zbrodni, o niebezpiecznych latach dziewięćdziesiątych i czasie polskiej transformacji. Przede wszystkim to opowieść o tym, jak tabloidy i organy ścigania mogą zniszczyć człowieka. Poniżej publikujemy fragmenty tej książki.

„Następne uderzenie odrywa mu czaszkę od kręgosłupa”

„3 listopada po godzinie osiemnastej jest już noc, a on stoi w ciemnym kącie podjazdu tyłem do otwartego podwójnego garażu. Za plecami we wnętrzu – szary volkswagen. Przed nim srebrna mazda, której nie zdążył jeszcze ubrudzić po ostatniej wizycie w myjni. Przed chwilą z niej wysiadł.

Najniższy z trójki napastników, ten w kominiarce, stanął pomiędzy autem a ścieżką, która prowadzi do drzwi wejściowych rozłożystej willi. Głupio tak dać się zaskoczyć pięć metrów od własnego domu, w którym czeka na niego „Kleopatra”. Ale jeszcze nie przychodzi mu do głowy, że wszystko stracone. Chcą kasy? OK, można pogadać. Oni jednak nie będą rozmawiać.

Dwaj więksi zachodzą go z prawej. Grubszy z tej dwójki wali kijem bejsbolowym prosto w skroń. Mężczyzna w skórze, choć oszołomiony, wyciąga lewą rękę, by zasłonić twarz przed następnym ciosem. Z prawej dłoni wypadają mu klucze od auta, z kieszeni kurtki – ciemne okulary. Drugie uderzenie. Znowu w czaszkę. Krew zalewa mu oczy, lecz nie upada. I nie cofa się w głąb garażu. Jeśli go tam zapędzą – nie ma szans.

Pięć metrów i będzie w swoim domu. Dwadzieścia metrów i dotrze do drzwi brata. Silny chłop. Pomoże. Wystarczy krzyknąć. Ale on nie jest w stanie krzyczeć. Nie może nawet nabrać tchu. Półprzytomny próbuje uchylić się od kolejnego uderzenia. Trzeci cios tylko muska mu ucho i trafia od góry w prawe ramię. Kolejne uderzenie – poprawka – spada na czoło i nos.

Gwałtowny skok ciśnienia, wyrzut adrenaliny. Pękła czaszka, ale on wciąż jest przytomny. Robi jeszcze pół kroku w stronę drzwi. Kopniak w brzuch przełamuje go wpół. Nie czuje nóg, nie czuje rąk, nie czuje już nawet bólu. Nie widzi niczego prócz rozszerzającej się i kurczącej ciemności. W uszach przeciągły i nierówny dźwięk jak pulsująca syrena. W nozdrzach i w ustach krew. Góra i dół powoli, lecz nieuchronnie zamieniają się ze sobą miejscami. Wie już tylko jedno: jeśli straci równowagę i upadnie, zatłuką go na śmierć. Ale długo już nie ustoi. Nie zdoła dopaść drzwi. Ani nacisnąć dzwonka.

Usiłuje jeszcze się wyprostować i nabrać powietrza, by krzyknąć. Tyle że to, co wciąga w głąb gardła, to nie powietrze, lecz krew. Czas stoi w miejscu, nie ma dołu ani góry, a mózg – jak wirujący bąk – wyrzuca pod powieki kolejne obrazy. Następne – najgorsze – uderzenie w głowę, potwornie silne i zadane od tyłu, prawie odrywa mu czaszkę od kręgosłupa. Krew wpływa między zwoje mózgowe, kolana zginają się same. Odruchowo sięga przed siebie. Chwyta coś, ciągnie. W zaciśniętej dłoni ma teraz kominiarkę niskiego bandziora. Być może jest jeszcze w stanie spojrzeć mu w oczy. Być może go poznaje. Morderca ma tego świadomość. Dlatego wyciąga pistolet z nakręconym na lufę tłumikiem”.

„Dzióbku, kup sobie coś do ubrania”

„Dziesięć godzin wcześniej, tuż po ósmej rano, Krzysztof i Barbara poszli do wydziału lokalowego buskiego magistratu, by zameldować „Kleopatrę” na Korczaka. Seksowna brunetka miała wrażenie, że urzędniczka o suchej cerze przygląda jej się znacząco w trakcie dopełniania formalności, ale może to był efekt przewrażliwienia. Wiedziała przecież, co o niej mówią za plecami: schwytała faceta z majątkiem, dorwała się do dolarów i tak dalej.

– Chrzanić to! – powtórzyła sobie po raz setny.

Od dziesiątej rano Mrugała i „Kleopatra” pracowali razem w kantorze. Skupowali i sprzedawali złoto, dewizy, rozliczali nieformalne pożyczki. Ruch był niewielki, więc po czternastej „Kleopatra” wyszła z „Lotosa”. Krzysztof dał jej zwitek stuzłotówek ze słowami: „Dzióbku, kup sobie coś do ubrania”, więc udała się do butiku odzieżowego i wybrała czarny aksamitny komplet – spodnie z marynarką.

O wpół do trzeciej była już w domu pod wieżą. Witający ją Petrus zamachał ogonkiem na powitanie. Cieszył się. Piotrek, spokojny i grzeczny, odrabiał już lekcje w swoim pokoju na piętrze, które kiedyś należało do Anety i Bożeny. Barbara jeszcze raz przymierzyła nowe ciuchy, potem zdjęła je i – już w domowym okryciu – wzięła się do gotowania obiadu. Po piątej tak lubiany przez Krzysztofa stek wołowy był usmażony, gotów do odgrzania i podania, gdy tylko ten wróci z pracy. Nowa pani domu przeszła z kuchni do pomieszczania gospodarczego. Rozłożyła deskę, zaczęła prasować stertę ubrań.

Piętnaście minut przed godziną osiemnastą. Krzysztof zapakował pieniądze i złoto do dużej skórzanej torby z uszami, po czym zamknął kantor. Miał na sobie dżinsy, sweter i skórzaną kurtkę. Na ręce – złoty zegarek, na szyi – łańcuszek z krzyżykiem. Wyszedł z ciepłego pomieszczenia na chłód i wiatr. Przekroczył na ukos ukryty w podwórzu parking. Jego przejście od podniszczonych drzwi do zaparkowanej osiem metrów dalej mazdy zarejestrowała kamera monitoringu. Przez chwilę – trzy, może cztery minuty – kantorowiec rozmawiał jeszcze z kierowniczką domu handlowego. Potem pożegnał się z nią grzecznym ukłonem, usiadł za kierownicą, przekręcił klucz w stacyjce i ruszył tą samą trasą co zwykle: wąską jednokierunkową ulicą Pocztową obok zamykanego właśnie saloniku optycznego i jeszcze czynnego sklepu komputerowego z kafejką internetową Abak. W kafejce dwaj mężczyźni sprawdzali właśnie ceny towarów na Allegro – ale tylko jeden z nich był zalogowany.

To okaże się ważne”.

„Czemu nie zatrąbił? Czemu wyszedł w ciemność przed garażem?”

„Krzysztof nie wie, że jest śledzony. Gdyby zauważył sunącego za nim renaulta, z pewnością nie zachowywałby się potem tak nieostrożnie. Spokojnie jedzie ulicą Kościuszki wzdłuż bloków, starych oficyn, nowych kamieniczek i pomalowanego na majtkowy róż sądu rejonowego. Za sądem mija otwartą jeszcze Żabkę, betonową restaurację oferującą „obiady domowe już od dziewięciu złotych” i niedawno uruchomiony sklep z młodzieżowymi ciuchami. Akurat wychodzą z niego ostatni klienci. Po pięćdziesięciu metrach skręca w lepiej oświetloną i szerszą ulicę Bohaterów Warszawy, a po chwili – w wąską, mroczną i oflankowaną żywopłotami ul. Korczaka.Hamuje przy wjeździe na własne podwórze. Kuta, bogato zdobiona brama jest otwarta. Przejeżdżając po wyłożonym czarnym kamieniem podjeździe, mija ozdobiony wieżą narożnik domu i staje na tyłach posesji. Tutaj – dokładnie w miejscu, gdzie kiedyś były chlew i kurnik – wznosi się przyklejony do pleców willi garaż, a za nim – boisko, na którym uczył niegdyś Bożenkę, jak przebijać piłkę nad siatką.

Nie ma już w jego życiu Bożenki, Aneta nie chce go znać, Dorota – nienawidzi. I prawdę mówiąc, ma za co. Gdyby nie Barbara, byłby przegranym człowiekiem. Bogatym, prawda, ale przegranym. Staczającym się w samotność, alkohol, narkotyki i bicie konia.

Wysiada z auta. Uchylna brama podwójnego garażu, w którym stoi jego drugi samochód – volkswagen passat – ma mechanizm na pilota, nie trzeba więc wychodzić z wozu i otwierać jej ręcznie. A jednak to robi. Pochyla się, aby sięgnąć do uchwytu, po czym otwiera garaż w prawie całkowitej ciemności. Umieszczony nad wjazdem halogen z automatycznym czujnikiem ruchu nie działa. Światło z okien willi także nie dociera w ten kąt podwórza. Nikłe odblaski z domu sąsiadów tłumią gęste, zielone przez cały rok iglaki.

To z powodu tych ciemności kamera wisząca dwadzieścia pięć metrów dalej – na budynku podstawówki numer dwa – niczego wyraźnego nie zarejestruje.

Komisarz Haliński, maratończyk z Kielc, będzie się wiele razy wpatrywał w ciemny obraz z monitoringu i jeszcze ciemniejsze ruchome plamy w jego rogu; plamy, które mogą, ale nie muszą, być biegnącymi postaciami. Będzie się także zastanawiał: czemu czterdziestopięcioletni Mrugała, mężczyzna po przejściach, człowiek mający wielu wrogów i od ponad dekady robiący w ryzykownym biznesie, nie zamknął za sobą bramy od ulicy? Czemu nie zatrąbił, dając domownikom znać o swym przyjeździe? Czemu wyszedł w ciemność przed garażem? Czemu nie zadbał o halogen? Dlaczego zachował się tak nieroztropnie?

On, który był już raz wywieziony do lasu, któremu od tygodni grożono, który sam groził śmiercią byłej żonie, który musiał słyszeć o wcześniejszych napadach na kantorowców.

Może nie zastanawiał się nad tym wszystkim, bo był po prostu – jakież to banalne – zakochany na zabój?”.

„Nikt się nie zgłasza”

„Po morderstwie Krzysztofa Mrugały komendant wojewódzki policji w Kielcach wspomagany przez buski magistrat ogłasza pięć tysięcy złotych nagrody za pomoc w schwytaniu sprawców.

„Prosimy o kontakt wszystkie osoby, które 3 listopada od godz. 18 do godz. 6 rano następnego dnia słyszały strzały w okolicach ulicy Korczaka w Busku-Zdroju oraz w centrum, gdzie mieści się kantor, a także widziały tam osoby, które zachowywały się podejrzanie, czy też samochody, które wzbudziły podejrzenia” – brzmi komunikat rzecznika prasowego policji.

Nikt się nie zgłasza. Szkoda. Gdyby buskim policjantom udało się wytypować podejrzanych przed sylwestrem, może byłyby jakieś premie. A nie będzie.

Tyle dobrego, że podobny napad się nie powtórzył. Rada miejska się uspokoiła, bogaci obywatele miasta przestali siać panikę, prasa też straciła zainteresowanie tematem. W kraju i na świecie dzieje się wiele innych, ciekawych rzeczy. Na Ukrainie wybucha pomarańczowa rewolucja, w Tajlandię uderza tsunami stulecia, trzech polskich żołnierzy ginie w Iraku jednego dnia, dziennikarz Bronisław Wildstein ujawnia wyniesioną z IPN listę agentów, umiera papież Jan Paweł II. Akta nierozwiązanej sprawy morderstwa przy Korczaka wędrują w maju do Kielc na biurko komisarza Henryka Halińskiego. Przełożeni z Komendy Wojewódzkiej uznają, że jeżeli on sobie z tym nie poradzi, to już nikt”.

„Prosi Mrugałową o dowód osobisty”

– Jest pani podejrzana o udział w dokonaniu zabójstwa Krzysztofa Mrugały.

Gdy 16 lutego 2006 roku komisarz Haliński wypowiada te słowa, dochodzi czwarta po południu. Policjant przyjechał do Buska nieoznakowanym samochodem, który po drodze z Kielc zdążył się już zachlapać błotem po sam dach. Od dwóch dni w całym regionie trwa brzydka odwilż bez słońca. Kupy mokrego śniegu zalegające buski plac Zwycięstwa są przybrudzone sadzą z kominów i żółte od psich siuśków. Dorota przez zaciągnięte mgłą okno w Lotosie zauważyła oficera już w chwili, gdy ten parkował wóz kilka metrów od głównego wejścia – na zakazie postoju. Wszedł przez szklane drzwi, minął wewnętrzne wejście do delikatesów, a teraz staje przy maleńkim kontuarze kantoru i nie podnosząc głosu, prosi Mrugałową o dowód osobisty. Następnie wygłasza formułkę:

– Zatrzymanie jest konieczne, ponieważ istnieje uzasadniona obawa, że jako podejrzana będzie się pani ukrywała i nakłaniała świadków do składania fałszywych zeznań.

Dorocie drżą ręce, lecz nie próbuje protestować”.

„Tabloid”, czyli portret lat 90

Poniżej link do dzisiejszej audycji Michała Nogasia w Radiowej Trójce. Szczerze polecam.

Zrzut ekranu 2015-06-16 o 15.37.32

 

Krzysztof M. – najbogatszy mieszkaniec miasteczka, znany m.in z okładania pięściami dwóch córek i żony, zostaje w bestialski sposób zamordowany.

O zlecenie zabójstwa zostaje oskarżona jego żona. Ale to nie sąd wyda w tej sprawie wyrok. Wyda go tabloid. I będzie to wyrok śmierci. Córkom Krzysztofa i Doroty M. pozostanie już tylko jedno: zemsta.

Książka Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego to nie tylko powieść kryminalna oraz historia narodzin i wpływu tabloidów na nasze życie, lecz także wnikliwy, błyskotliwy i odkrywczy portret lat 90.: zawrotnych karier, zawrotów głowy od nagłego przypływu gotówki i niespodziewanych upadków.

Polska transformacja – również dzięki „Tabloidowi” Głuchowskiego i Kowalskiego – przestaje być rzeczywistością nieprzedstawioną. W audycji Michał Nogaś rozmawia z autorami reportażu.

***

Tytuł audycji: Do południa
Prowadzi: Michał Nogaś
Goście: Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski (autorzy książki „Tabloid”)
Data emisji: 16.06.2015
Godzina emisji: 10:12