Miesięczne archiwum: Wrzesień 2012

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka – 28 września 2012 roku

Po zakończeniu sprawozdania Ministra Gowina ws. działań nadzorczych Ministerstwa Sprawiedliwości wobec funkcjonowania administracyjnego Sądu Okręgowego w Gdańsku przed Sejmową Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka, naszą sprawą mieliśmy okazję zainteresować kilku posłów (w tym Marszałków Sejmu, szefów klubów poselskich) i kilku bardzo dobrych dziennikarzy. Każdy z nich bez wyjątku, nie krył swojego zażenowania działaniami Wymiaru Sprawiedliwości.

Posłowie w szczególności zbulwersowani byli sposobem wyjaśniania sprawy przez Prokuraturę Generalną i słowami Dyrektora Departamentu Przygotowawczego Prokuratury Generalnej, który raczył nam napisać w ostatnim piśmie: „Zdaniem Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie poglądów Sadu Okręgowego odnoszacych się do zmarłej Doroty Mrugaly zawartych w uzasadnieniu wspomnianego wyroku nie można jednak traktować jako przesadzajacych o niewinności Doroty Mrugaly a to z tego względu, ze jej sprawa nie była przedmiotem rozpoznania przez Sad gdyż została wcześniej w tym zakresie umorzona.”

Nie będę tego komentowała. Dla przypomnienia mogę jedynie dodać, że nasza mama została oczyszczona z postawionych zarzutów, aż 3-krotnie.

Jeśli ludzie, którzy stoją na straży praworządności w naszym kraju w ten sposób, komentują wyroki niezawisłych Sądów, chyba nie pozostaje mi nic innego jak:

1. Szukać pomocy w instytucjach europejskich i złożyć stosowne pozwy – jest tu kilka możliwości i oczywiście już poczyniliśmy pewne kroki w tym względzie.

2. Podziękować serdecznie za współpracę miejscowym urzędnikom i zabrać wszystko co mamy do kraju, gdzie podstawowe prawa człowieka są respektowane.

Zastanawiam się natomiast dlaczego moje pieniądze idą na takie mądrości… No – ale żeby się nikt nie martwił, sił mi nie zabraknie. Mam nawet pewną satysfakcję, że na kilkanaście zarzutów, konkretnych i merytorycznych otrzymuje poraz kolejny podobne mądrości. W związku z tym, jak rozumiem, nie możemy rozmawiać o faktach, o konkretnych błędach prokuratury, o tym że mam dowody na winę konkretnych osób… Warto też, żeby ktoś koordynował listy które do mnie przychodzą z Prokuratury, takiej czy innej. Pan Seremet zaprzecza temu co mówi Prokuratura okręgowa w Kielcach, która słowami rzecznika prasowego złożyła stosowny wniosek o sprostowanie materiałów publikowanych przez Telewizję Polsat i Redakcję Rzeczpospolitej. Rzecznik sam także się wypowiedział, zaprzeczając temu co napisał do mnie Pan Seremet. Wczoraj przyszło pismo, które znów mówi o czymś innym…

Może warto więc ustalić jedną wersję wydarzeń. Proszę natomiast na koniec w tych pismach nie pisać mi „z poważaniem ktoś tam ktoś tam”, bo czuję się tym szczególnie upokorzona.

 Swoją interwencję w naszej sprawie obiecali nam dziś między innymi:

   

Rzeź niewiniątek | NIE

Kolejny artykuł m.in. o naszej sprawie – Tygodnik NIE 37/2012

Po kliknięciu w artykuł zostaniesz przeniesiony na nową stronę. Jeśli tekst nie będzie wyraźny klinij lewym przyciskiem myszy.

Produkowali i handlowali bronią

Jakiś czas temu (mniej więcej 2 lata temu) mieliśmy informacje o rozbiciu gangu napadającego na kantorowców na południu Polski. Mówiło się wtedy po cichu, że kolejny przełom nastąpi w chwili, gdy ktoś zacznie współpracować – wiadomo o co chodzi. Jak się okazuje dziś media donoszą o rozbiciu grupy zbrojnej, która produkowała i handlowała bronią. Jak można usłyszeć w materiałach reporterskich, sprawę wiąże się również z grupą kantorowców:

„Jak dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy, broń z tego źródła mogła być wykorzystywana m.in. przez jeden z najbrutalniejszych gangów w Polsce – gang kantorowców. Przestępcy ci napadali na kantory w Małopolsce i m.in. w woj. świętokrzyskim. Jak donosiły media mogli mieć na swoim koncie nawet kilkadziesiąt zabójstw – dwaj członkowie grupy zostali skazani na dożywocie, jeden na 15 lat więzienia.” [tvn24.pl – http://www.tvn24.pl/produkowali-bron-i-nia-handlowali-33-osoby-zatrzymane,278105,s.html]

Dodam jeszcze – że modus operandi działania gangu katorowców pokrywa się idealnie ze sprawą morderstwa mojego taty Krzysztofa Mrugały, ale jak dotąd te dwie sprawy nie zostały powiązane.

Będzie naprawdę smutno i strasznie, gdy okaże się, że dwaj ludzie którzy odsiadują wyroki za morderstwo mojego taty okażą się niewinni. Jest to naprawdę prawdopodobne zwłaszcza, gdy moja mama która zmarła w areszcie została oczyszczona z zarzutów a także dwaj inni uniewinnieni od udziału w sprawie.

Cóż, czekamy na kolejne przełomy w sprawie…

Posiedzenie SPC już 28 września

Już 28 września 2012 roku kolejne posiedzenie Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z udziałem Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina, Prokuratora Generlanego Andrzeja Seremeta oraz posłów RP.

Oczywiście będziemy uczestniczyć w tym posiedzeniu. Relację oraz materiały zamieścimy niezwłocznie.

Więcej o pracach komisji można przeczytać na stronach Sejmu RP:

http://www.sejm.gov.pl/komisje/www_spc.htm

Pozew za śmierć w areszcie | rp.pl

Córki zmarłej w areszcie Doroty Mrugały domagają się od Skarbu Państwa blisko 12 mln zł. Kobieta trafiła za kratki, choć była niewinna

Kolejny raz podatnicy zapłacą za błędy sędziów i prokuratorów. Ich błędy tym razem doprowadziły do tragedii największej z możliwych: śmierci niewinnej kobiety – Doroty Mrugały – i osierocenia dwóch córek.

Dwa pozwy z roszczeniem odszkodowania od Skarbu Państwa na łączną kwotę 11 mln 600 tys. zł już wpłynęły do Sądu Okręgowego w Kielcach. To dopiero początek.  Jak dowiedziała się „Rz”, przygotowywana jest skarga do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu na działania kieleckiego prokuratora Dariusza Dryjasa oraz kolejne pozwy.

– Dysponujemy na przykład druzgoczącą opinią biegłych na temat pracy lekarzy w areszcie śledczym – mówi „Rz” Aneta Mrugała.

O sprawie Doroty Mrugały  „Rz” pisała kilkukrotnie. Była też omawiana w programie „Państwo w państwie” telewizji Polsat.

Dorota Mrugała, właścicielka kantoru w Busku-Zdroju, została aresztowana w lutym 2006 r. Prokurator Dariusz Dryjas oskarżył ją o to, że dwa lata wcześniej grupie mężczyzn zleciła zabójstwo swojego byłego męża Krzysztofa Mrugały. Jedynym dowodem jej „udziału w zbrodni” były zeznania skruszonego gangstera, który odsiadując inny wyrok, miał usłyszeć od jednego z podejrzanych o zabójstwo, iż kobieta była jego zleceniodawcą. Trafiła do aresztu mimo poważnych problemów ze zdrowiem, w tym niewydolności nerek.

We wrześniu Dorota Mrugała w celi kieleckiego aresztu dostała ataku serca. Zmarła. Postępowanie przeciw niej zostało umorzone z powodu śmierci podejrzanej. Ale sądy, trzykrotnie, ostatni raz już prawomocnym wyrokiem, wskazując faktycznych sprawców zbrodni, dowiodły, że kobieta była niewinna.

Sprawą po publikacjach „Rz” zajęła się Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Posłowie domagali się interwencji prokuratora generalnego.

Andrzej Seremet jednak bronił swojego podwładnego. – W sprawie działań prokuratora Dryjasa toczyło się postępowanie z zawiadomienia pani Anety Mrugały i uznano, że nie przekroczył obowiązków – mówił Seremet w czerwcu podczas posiedzenia komisji.

A prokurator Dryjas wysłał do „Rz” i  „Polsatu” pismo, w którym m.in. zrzucał odpowiedzialność za aresztowanie na kielecki sąd i groził nam procesami za rzekome „naruszenie dóbr osobistych”. W rzeczywistości jednak do dziś ich nie złożył.

A zdaniem ekspertów, nawet gdyby przyjąć za dobrą monetę tłumaczenia, że prokurator Dryjas nie popełnił błędu, to i tak nie zwalnia to państwa z odpowiedzialności. – Jeśli prokuratura miała przesłanki, by wnioskować o aresztowanie danej osoby, a w efekcie postępowania sądowego ta osoba okazała się niewinna, to w świetle istniejących regulacji prawnych są bardzo poważne podstawy, by dochodzić odszkodowania za niesłuszny areszt – ocenia Piotr Pająk, prawnik karnista.

Rzeczpospolita

za pomocą Pozew za śmierć w areszcie | rp.pl.

Przypominamy – Aneta Mrugała w Sejmie

26 czerwca 20012 roku przy ul. Wiejskiej w Warszawie…

Tryptyk o wymiarze sprawiedliwości – cz. 3

W dniu 30 sierpnia 2012r. odbyła się sejmowa debata poświęcona tzw. „aferze Amber Gold”. To bardzo ważny dzień dla wszystkich tych, którzy domagają się poważnej, publicznej dyskusji dotyczącej stanu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Niestety elity polityczne zamiast wykorzystać tą sposobność do przeprowadzenia prawdziwie merytorycznej dyskusji nad kierunkami i sposobami zaradzeniu patologii zakorzenionych w systemie administracji publicznej, prokuraturze i sądach, to poświęcili całą sejmową debatę na bezproduktywną walkę partyjną.

W dwóch poprzedzających ostatnią część, odsłonach niniejszego tryptyku (Tryptyk – cz.1 oraz Tryptyk – cz.2) opisane zostały niepokojące zjawiska zdiagnozowane w działaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości oraz dwuznaczna postawa przedstawicieli najwyższych organów władzy państwowej. W tej części zostaną opisane niskie standardy działania prokuratury, również w kontekście nie do końca jasnych relacji prokuratorów i sędziów, przy wydawaniu wyroków.

„Prokurator adwokatem we własnej sprawie”

Powszechny brak zaufania do działań prokuratury stał się faktem. Coraz częściej słyszy się, coraz odważniej wypowiadane słowa, że prokuratorzy „sami sobie są winni” tego, że skala nieprawości w ich działaniu jest tak znacząca. Nie może przykryć tych nieprawości żadna zmowa milczenia, ponieważ systematycznie zanika zwyczajny, ludzki strach, przed prokuratorską retorsją. Obecnie politycy, komentatorzy i publicyści prześcigają się w coraz bardziej ostrych opiniach i ocenach piętnujących ww. instytucję. Gdy głównym obiektem tej krytyki stał się Prokurator Generalny, to w pewnym momencie debaty sejmowej, zaczęło to wszystko wyglądać na kolejną marketingową mistyfikację polityczną. Dzięki znalezieniu kozła ofiarnego w postaci szefa Prokuratury Generalnej, byłoby bowiem można „zamieść pod dywan” fundamentalne problemy wymiaru sprawiedliwości po to, aby ogłosić pozorny sukces w dziele naprawy tej sfery władzy. Trzeba podkreślić hipokryzję tych, którzy jeszcze niedawno zaciekle bronili działalność tej instytucji, przed uzasadnionymi zarzutami kierowanymi ze środowiska osób pokrzywdzonych przez instytucje państwa, a dzisiaj ją bezceremonialnie i histerycznie atakują.

Jedna z ostatnich wypowiedzi PG, wygłoszona zaraz po godzinie 22-iej, pod koniec debaty sejmowej poświęconej aferze Amber Gold, była symptomatyczna dla obrony niegodnych praktyk, stosowanych przez prokuraturę i sądy. Odnosząc się do pytania zadanego przez posła jednej z opozycyjnych partii, które dotyczyło problemów ludzi pokrzywdzonych przez sądy i prokuraturę, mając na uwadze również, zrzeszonych w Ruchu Społecznym NIEPOKONANI 2012, człowiek stojący na czele polskich prokuratorów, odpowiedział w sposób urągający autorytetowi wysokiego urzędnika państwowego, prawnika i sędziego. Stwierdził, w co na pozór trudno uwierzyć, że sprawy osób „uznających się za pokrzywdzonych” były z reguły poszlakowe, skomplikowane i niejednoznaczne. Podkreślił, że tym należy tłumaczyć to, że sądy I instancji wydawały wyroki skazujące, które później były uchylane przez sądy II instancji. To zadziwiające i przygnębiające stwierdzenie w ustach, co sam podkreślił, wieloletniego i doświadczonego sędziego. Wychodzi bowiem na to, że zarówno prokuratorzy formułujący akt oskarżenia, jak i też sędziowie I instancji wydający wyroki skazujące albo nie byli wystarczająco przygotowani do pełnienia swojej publicznej służby, albo w ich działaniu zafunkcjonowały nieuprawnione stereotypy, albo też to działanie było zdeterminowane jakimiś nieznanymi bliżej, stąd pozostającymi w sferze najrozmaitszych domysłów, czynnikami. W każdej jednak z powyższych ewentualności, dochodzi zatem do pogwałcenia fundamentalnej dla prawa karnego zasady obowiązku udowodnienia winy, pozbawionej wszelkich wątpliwości, a w wypadku ich wystąpienia, muszą one być rozstrzygane na korzyść oskarżonego. Czy zatem PG nie próbuje, w ten przewrotny sposób, usankcjonować i utrwalić w społecznej świadomości to, co niestety stało się codzienną praktyką, którą wbrew prawu powszechnie stosuje się w polskich sądach i prokuraturach? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, to mamy do czynienia z instytucjonalnym przyzwoleniem na obrazę prawa i fundamentalnych zasad sprawiedliwości. Niestety, te smutne wnioski znajdują swoje potwierdzenie w głosach wielu uznanych autorytetów prawnych. Jacek Ignaczewski, sposób interpretowania przez sędziów własnych błędów i pomyłek, podsumowuje w sposób następujący – „ … patologie skłonni są nazwać pomyłką, zło błędem, nieprawość nierzetelnością, niegodziwość szczególnym przypadkiem”. Z kolei sposób swoistej kalkulacji w przebiegu orzekania procesowego ukazuje kolejny cytat – „Serwilizm poza rozprawą rzuca się cieniem na niezawisłość na rozprawie. (…) Stąd też ile razy słyszałem kalkulacje sędziów nie nad sprawiedliwym rozstrzyganiem sprawy, ale nad tym jak taki czy inny wyrok będzie przyjęty przez sąd II instancji!” (Jacek Ignaczewski – Imponderabilia sądowe – ustrój). Coraz częściej, potrzebę ujawnienia patologii odnajdujemy w opracowaniach najwybitniejszych erudytów prawa, takich jak Prof. Marek Safjan – były Prezes Trybunału Konstytucyjnego, który w swej książce „Prawa Polska” relacjonuje tak: „Byłem ostatnio na przyjęciu w bardzo czcigodnym domu, wśród gości – bardzo szacowne osoby, luminarze świata prawniczego. Jeden z moich wybitnych kolegów obecny na tym spotkaniu przekonywał mnie o tym, że ma nieustanne potwierdzenia i sygnały od swoich znajomych adwokatów i radców, że muszą załatwiać wiele spraw w sądach jedynie z określonymi sędziami i wedle określonych stawek. Słyszy się o takich sprawach często i pozostaje to w wyraźnej dysharmonii z zapewnieniami, że przypadki korupcji w sądach są rzadkie, odosobnione i w jakimś stopniu nieuniknione…”.

Co jednak dzisiaj wyróżnia działania wymiaru sprawiedliwości? Podwójne standardy w ocenie działalności sędziów i prokuratorów

 Wystąpienie Prokuratora Generalnego podczas sejmowej debaty poświęconej aferze Amber Gold zawierało, nieodzowny w takiej sytuacji, pierwiastek krytycyzmu w stosunku do działań prokuratury. Zadeklarował m.in. potrzebę przeanalizowania działań prokuratury, zwłaszcza w kontekście doniesień KNF oraz to, że już taką analizę dokonał i wyciągnął już odpowiednie wnioski. Podkreślił, że „postąpienia prokuratury uznać trzeba za nietrafne” i poinformował o złożeniu wniosków dyscyplinarnych. W ślad za nim podążał Minister Sprawiedliwości informujący o „dyscyplinarkach” dla sędziego i kuratorów.

Na pozór wszystko się zgadza – z tym jednak zastrzeżeniem, że takie działania, ale w normalnym systemie prawnym, zostałyby przeprowadzone niezwłocznie po zdiagnozowaniu problemu i bez konieczności zwoływania specjalnej sejmowej debaty. Jednak w Polsce, dopiero w wyniku medialnie nagłośnionej afery o sporej skali, wdrożone zostają stosowne działania władz, które powinny być codziennym standardem przyzwoitej służby publicznej. Trudno zatem mówić o jakichkolwiek standardach, skoro w wyniku presji mediów, polityków i opinii publicznej w jeden dzień Prokurator Generalny występuje aż z 7 wnioskami dyscyplinarnymi, a w wielu innych, choć jednostkowych i dużo bardziej bulwersujących przypadkach, nie reaguje w ogóle lub reaguje w sposób sprzeczny z postawą, jaką przyjął w sprawie oceny prokuratorów w aferze Amber Gold.

O to najbardziej drastyczne przykłady:
1. Dorota Mrugała bezpodstawnie oskarżona przez Prokuraturę w Kielcach o zlecenie zabójstwa jej męża. Trafia do aresztu, w którym bez możliwości kontaktu z dwoma osieroconymi córkami i bez właściwej opieki umiera. Obie córki Aneta i Bożena od 2006 roku, pomimo utraty obojga rodziców, walczyły aby doprowadzić do ostatecznego uniewinnienia ich mamy, co się ostatecznie udało się po wielu latach od tragicznej śmierci Doroty Mrugały. Obie siostry nie spoczęły jednak w dążeniu do uzyskania pełnej sprawiedliwości i wniosły do Prokuratora Generalnego skargę na działalność prokuratury, w sprawie ich mamy. Wniosły o zbadanie możliwości nadużycia władzy, o przeprowadzenie szczegółowej kontroli w kieleckiej prokuraturze. Odpowiedź podpisana osobiście przez Prokuratora Generalnego była symboliczna dla standardów jakie funkcjonują w polskim wymiarze sprawiedliwości – „Ponadto podkreślam (pisze Prokurator Generalny – przyp. MK), iż w sprawie zarzutów kierowanych wobec wymienionego prokuratora, Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu prowadziła postępowanie … i postanowieniem z dnia … umorzyła śledztwo przestępstwa …, wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego. Powyższa decyzja Prokuratury podlegała kontroli Sądu rejonowego w Kielcach …, który postanowieniem … nie uwzględnił Pani zażalenia, stwierdzając, że prokurator poruszał się w granicach swobodnej oceny dowodów i nie można zarzucić prokuratorowi niczego negatywnego w zakresie kwestii związanych z tymczasowym aresztowaniem”.
PS – w zeszły piątek otrzymałem od Anety Mrugały list informujący mnie o złożeniu w sądzie pozwów o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Poruszyły mnie jej ostatnie słowa – „Z chęcią wytoczyłabym sprawę przeciwko prokuratorowi, ale skoro takiej możliwości nie mam, muszą go prawnie uosobić sobie w skarbie państwa”. Mam tylko nadzieję, że sąd wykaże się w tym przypadku elementarną przyzwoitością i zwolni te dziewczyny z opłaty sądowej o znacznej wartości?

2. 24 września 2003 roku, o świcie Krzysztof Stańko zostaje obudzony wrzaskiem „gleba” i lufą pistoletu przyłożoną do skroni. Tak samo potraktowana zostaje jego żona i nieletnia córka. Spędza w areszcie 27 miesięcy podczas których prokuratura dokonała tylko jednej czynności (sic!). W styczniu br. najpierw Sąd Okręgowy w Opolu a potem w maju br. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uniewinniają Krzysztofa Stańkę od stawianych mu zarzutów, opartych jedynie o zeznania świadka o pseudonimie „Gruby”. Bez rodziny, wpływu na swoją firmę niewinny człowiek spędza 27 miesięcy w areszcie w towarzystwie prawdziwych bandytów. Warto przy tym zaznaczyć, że oprócz zeznań „Grubego”, skazanego na 7,5 roku więzienia, za próby wyłudzenia pieniędzy od pomówionych ludzi, dowodami w tej sprawie miały być opisy układu fabryki amfetaminy ulokowanej w obiekcie hotelowo-gastronomicznym prowadzonym przez Krzysztofa Stańkę oraz wyspa, na której miały być magazynowane wyprodukowane narkotyki. Problem polega na tym, że enuncjacje prokuratora Romana Pietrzaka zapewne są wytworem niezdrowej wyobraźni, gdyż na żadnej mapie ani też w obrysie całego Jeziora Turawskiego nie ma ani jednej wyspy (sic!). Co zatem legło u podstaw aby wsadzić do aresztu uczciwego człowieka, przedsiębiorcę, męża i ojca? Na to pytanie nikt nie udzielił jeszcze żadnej wiarygodnej odpowiedzi. Smaczku dodaje tej sprawie fakt, że Maciej Bramski ps. „Gruby” na kilka dni przez rozprawą w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu dostaje od prokuratury paszport aby natychmiast ulotnić się z kraju. Po kilkunastu dniach dochodzi informacja, że znajduje się w Australii i nie zamierza się z niej ruszać. Ani bezpośredni przełożeni z Prokuratury Apelacyjnej, ani Prokurator Generalny nie zamierzają wyciągać w stosunku do prokuratora Romana Pietrzaka żadnych konsekwencji tłumacząc, że „według polskiego prawa prokurator jedynie wnioskuje o zastosowanie i następnie przedłużenie tymczasowego aresztowania przez sąd, i jeśli wnioski takie nie zasługują na uwzględnienie, to są przez sąd odrzucane”. Kto jest winny w tej sprawie skoro nie jest nim Krzysztof Stańko? Kto odniósł korzyść dzięki upodleniu uczciwego człowieka? Gdzie są granice urzędniczej i prokuratorsko-sądowej indolencji?

3. 21 stycznia 2005r. zostaje aresztowany Zbigniew Góra, młody mąż i ojciec dwójki dzieci, oskarżony o morderstwo lekarki od której wynajmował mieszkanie. Sprawa poszlakowa, dowodów brak a mimo to Sąd I instancji, w grudniu 2006 roku skazuje Zbyszka na 25 lat więzienia. Zbyszek, mimo zrujnowanego życia, rozbitej rodziny nie poddaje się i apeluje. Dzięki jego determinacji i miłości do własnej rodziny, udaje mu się, co przy braku dowodów przeciw niemu okazało się niezbyt trudnym zadanie w Sądzie II instancji, doprowadzić do uchylenia wyroku i zwolnienia z aresztu w którym spędził prawie 3 lata będąc całkowicie niewinnym! Wraca do domu i skutecznie wiąże pozrywane więzy rodzinne choć jego syn gdy go widzi po raz pierwszy nie wie, że to jego ojciec. Dzisiaj walczy on o słusznie mu przynależne odszkodowanie. Łatwo nie będzie gdyż Sąd w Lublinie nie widzi problemu w tym, że jednym z sędziów składu orzekającego w tej sprawie jest Pani Sędzia, która wydawała decyzje o przedłużeniu jego aresztu. Gdzie są normy? Gdzie są standardy eliminujące z orzekania osoby mające ścisły związek ze sprawą? Gdzie jest elementarna przyzwoitość wśród ludzi stojących na straży praworządności?

4. Zdecydowałem się przedstawić tylko 3 obszerniejsze opisy spraw, których jest znacznie więcej począwszy od tzw. afery Zakładów Mięsnych i Polmozbytu w Krakowie, w której ofiarami, jak sami to oni nazwali „urzędniczej mafii”, padli uczciwi przedsiębiorcy: Paweł Rey, Lech Jeziorny, Grzegorz Nicia oraz niedawno zmarły Witold Szybowski, poprzez sprawy rapera Andrzeja „Żuroma” Żuromskiego, Pawła Guza czy Marka Kubali. Takich spraw jest niestety tysiące w skali całego kraju. Wszystkie one mają ten sam wspólny mianownik – prokuratorska bezkarność połączona z indolencją albo celowym, instytucjonalnym działaniem wbrew lub z pominięciem prawa, którego ofiarami padli i padają nadal uczciwi obywatele.

Jak długo „swobodna ocena dowodów” skazywać będzie ludzi na upodlenie a w skrajnych przypadkach na śmierć? Jak długo instytucje państwa ochraniać będą parasolem bezkarności swoich nieudolnych lub celowo bezprawnie działających funkcjonariuszy? Jak długo będziemy żyli w kraju, w sądach którego funkcjonuje zasada, iż „ręka rękę myje” (Jacek Ignaczewski – Imponderabilia sądowe – ustrój)?

Posłowie tryptyku
Społeczna świadomość potrzeby gruntownych zmian w wymiarze sprawiedliwości rośnie bardzo szybko i bliska jest osiągnięcia progu tzw. „masy krytycznej”. Pokrzepiające jest również to, że niektórzy wybitni przedstawiciele świata prawniczego zaczynają głosić to, co do niedawna było tematem tabu w dyskursie publicznym. Należy wierzyć w to, że już wkrótce powstanie w ten sposób szeroka koalicja wielu różnych środowisk, która będzie miała wystarczająco silne poparcie społeczeństwa, wsparte niekwestionowanymi autorytetami, aby wywrzeć skuteczny nacisk na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, która przeprowadzi konieczne reformy strukturalne, obejmujące polski wymiar sprawiedliwości.

/ Marcin Kołodziejczyk /

za pomocą Tryptyk o wymiarze sprawiedliwości – cz. 3 | marcinkolodziejczyk.natemat.pl

Córki Doroty Mrugały walczą o godność i dobre imię zmarłej matki | busko.com.pl

Sąd Apelacyjny w Krakowie wyrokiem z 12 lipca 2012 roku podtrzymał w całości wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach w sprawie morderstwa Krzysztofa Mrugały. Po raz kolejny nasza mama została oczyszczona z ciążących na niej zarzutów. Jak wiele błędów poczyniono w śledztwie pokazuje między innymi fakt, że dwaj inni oskarżeni również zostali uniewinnieni od udziału w morderstwie mojego taty – mówi Aneta Mrugała. 

Po blisko 8 latach, ta bulwersująca sprawa doczekała się finału. Sąd Okręgowy w Krakowie podtrzymał rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Kielcach. Wyrok jest prawomocny i nie przysługuje od niego odwołanie.

– Mamy ogromną satysfakcję, że przeszłyśmy przez to piekło i że Sądy nie miały wątpliwości co do udziału naszej mamy w całym zdarzeniu – mówi Aneta Mrugała. Dziś jesteśmy silniejsze niż kiedykolwiek i będziemy kontynuować naszą walkę o prawdę. Niewiarygodne, że w naszym kraju, w środku cywilizowanej Europy, bez powodu można trafić do aresztu i już z niego nie wyjść. Smutno mi natomiast, że do tej pory, przez tyle lat nikt nie poniósł konsekwencji za śmierć i cierpienie naszej mamy. To pokazuje w jak wielkim kryzysie znajduje się nasze Państwo – dodaje Aneta Mrugała.

 Krzysztof Mrugała został znaleziony martwy za swoim domem w Busku-Zdroju na początku listopada 2004 roku. Został brutalnie pobity i śmiertelnie postrzelony. Przestępcy skradli kosztowności w dużej kwocie. Przez blisko dwa lata śledczy nie mieli śladów. Dopiero po przekazaniu sprawy do Prokuratury Okręgowej w Kielcach na początku 2006 roku sprawa ruszyła z miejsca. Dorota Mrugała została oskarżona o zlecenie morderstwa swojego byłego męża. Wraz z nią do aresztu trafili dwaj przyjaciele rodziny. Oskarżona zmarła w areszcie na rozległy zawał serca, jeszcze przed rozpoczęciem procesu.

– Przykro mi, że przez tyle lat, do ostatniej chwili, zupełnie nie mogliśmy liczyć na pomoc rodziny od strony ojca – mówi Aneta Mrugała. Dziś współtworzymy ruch społeczny Niepokonani, za chwilę powstanie fundacja do wspierania osób pokrzywdzonych przez Wymiar Sprawiedliwości imienia naszej mamy. Zbieramy kapitał polityczny współpracując z posłami i senatorami. Chcemy zmienić prawo i sposób działania Wymiaru Sprawiedliwości. Naszą sprawą zainteresowaliśmy już Kancelarię Premiera, Ministerstwo Sprawiedliwości, Prokuraturę Generalną. Wspierają nas media i szereg instytucji. Założyłyśmy stronę www.dorota-mrugala.com , gdzie na bieżąco informujemy o postępach w sprawie. Złożyłyśmy pierwsze pozwy przeciwko Skarbowi Państwa, także przeciwko ludziom którzy nas zniszczyli, gazetom – dodaje.

– Ale to nie koniec. Jeśli zajdzie potrzeba dotrzemy nawet do Strasburga. Pracy na pewno nam nie zabraknie – dodaje Bożena Mrugała.

/Łukasz Białkowski/

za pomocą Córki Doroty Mrugały walczą o godność i dobre imię zmarłej matki | busko.com.pl

Omyłkowy zawał | polityka.pl

Niesłusznie oskarżona zmarła w areszcie

Omyłkowy zawał

Zaszło coś w rodzaju pomyłki. Uniewinniając Dorotę M. od zarzutu zlecenia zabójstwa męża, sąd wyraził żal, że oskarżona nie może być przy tym obecna. Zmarła w areszcie.

Jak w rodzinie

Podniosłe chwile są unieruchomione w albumach. Najpierw czarno-biała Dorota M. w sukni z tiulu. W mężu Krzysztofie zakochana do tego stopnia, że opisywała go rodzinie jako osobę postawną, o czarnych kręconych włosach, podczas gdy był chudy i raczej nijaki. Dalej: Dorota trzyma do chrztu czarno-białą córkę Anetkę. Pierwszą obdukcję robi po dwóch latach od ślubnej fotografii. Ucieka, ale zawsze wraca, gdyż jest bardzo pod wpływem pobożnej babci.

Pięć lat później rodzi się Bożenka. Za radą babci Dorota bardzo dba o fasadę. Kiedy tato prosi 5-letnią Anetkę o buziaka w policzek, ona nie chce go dać, a on bije ją, dopóki zechce, Dorota do córki: no, pocałuj go, zrób to dla mnie. Dalej: Dorota i Krzysztof fotografują się w Hiszpanii, gdzie zarabiają na otwarcie interesu w Busku-Zdroju. Zjeżdżają do kraju, wchodzą w kantor (jest początek lat 90.) i budują duży dom.

W nowym domu on przestaje wychodzić do kantoru, po południu spaceruje z pieskiem, wieczorami dyskotekuje oraz zabiera różne panie na wakacje. W stanie nietrzeźwym gubi saszetkę z gotówką, a nawet drogą szczękę sztuczną. Śmieją się na Busku z lokalnego ogłoszenia: na znalazcę zębów czeka nagroda. Ona ciągle zapatrzona w postawę życiową babuni. Tylko w pokojach córek na górze dużego domu wieczorami słychać błagalne: proszę cię, Krzysiu, nie rób tego. Wtedy Aneta zbiega, a on do niej z drewnianym drągiem. Bożenki – nie można powiedzieć – nie tyka. Bożenka osiąga duże sukcesy w siatkówce, on też trenował w młodości.

Dorota ostrzegawczo ucieka od niego zwykle w wakacje, kiedy dzieci są wolne od szkół. We wrześniu wraca, jeszcze wytrzyma, pod warunkiem że on pójdzie się leczyć itp. Mijają noce i dnie.

Aż Anetka – mówiąc językiem babuni – wylatuje z gniazda. Mama w kantorowych rozmowach o niczym innym, tylko że córka zdała na SGH w Warszawie, stosunki międzynarodowe. To Aneta – odetchnąwszy inną niż babcina perspektywą – silnie namawia mamę do rozwodu.

Jak w filmie

W 2002 r. Dorota dostaje rozwód (zaocznie, on się nie stawił) z orzeczeniem o jego winie i zakazem zbliżania się. On otwiera nowy kantor i zamieszkuje w tym dużym domu z nową kobietą. Na Busku mówi się, że żyją sielankowo. On pokochał nawet jej syna, chodzą razem na spacery, tamta ponoć świetnie gotuje.

Dorota z córkami siedzą na 30 m kw., ale odetchnęły. Ona chodzi do swojego kantoru, poznaje pana Kazimierza, z którym się szanują. Jest już bardziej wymagająca w sprawach damsko-męskich.

Mijają dwa lata. 3 listopada 2004 r. Krzysztof przed godz. 18 zamyka kantor, po czym ginie zastrzelony i obrabowany z saszetki, w której trzymał zarobek plus złoto.

Dorota i córka Bożenka płaczą nad tatowym losem. Aneta nie czuje się dotknięta, był kawał drania, zginął i już. Bardziej niepokoi się o mamę, gdyż miesiąc przed zastrzeleniem ojca też została napadnięta. Tuż po zamknięciu kantoru zaatakowało ją dwóch gości, którzy wcześniej siedzieli pod parasolem w pobliskim barze. Upadła, a torba z utargiem szczęśliwie zaklinowała się między chodnikiem a plecami. Byli zamaskowani. Jeden ciągnął z lewej, drugi z prawej i tak się zrównoważyli, że uciekli z gołymi rękami.

Jak u Kafki

Nowa kobieta ojca wyprowadza się z dużego domu. Mama nie chce tam wracać, ale Aneta nalega: ty masz jakiś chory psychiczny dystans.

Znów mijają dwa lata. W kantorze mama tylko o córkach. Jak jej się udały. Bożenka ma maturę, chce być architektem, Anetka kończy V rok studiów, zamierza doktoryzować się w Barcelonie. W nagrodę wysłała ją na ferie. A co, Wyspy Kanaryjskie, niech odpocznie.

16 lutego 2006 r. Aneta na Kanarach ma sen. Rano opowiada go Ewie, przyjaciółce. Mówi: Ewa, pewnie to się stanie, kiedy będziemy już stare. Ale obiecaj mi, że jak umrze moja mama, będziesz przy mnie. Ewa: Jasne.

Tego dnia Dorotę prosto z kantoru zabierają do kieleckiego aresztu. Nie śpi. Całą noc po korytarzu idzie echo obcasów. Pierwszy raz w życiu ma kontakt z prawem, nigdy nie zapłaciła nawet mandatu. To była na Busku babka z klasą, co pół roku inny kolor włosa i fryzura, tymczasem nie ma nawet szczoteczki do zębów i majtek na zmianę.

Po 20 dniach pierwsze widzenie z córkami. Aneta i mama płaczą przez pleksę. A na ladach sklepowych w Busku leżą tabloidowe gazety. Piszą o przełomie, który zawdzięczamy współpracy operacyjnej między kilkoma regionami kraju i zakrojonym na szeroką skalę badaniom daktyloskopijnym, genetycznym oraz wykorzystującym ślady zapachowe. Otóż Dorota M. stanęła na czele gangu zabójców męża, chcąc przejąć dom.

Córki na widzeniach zauważają po maminych zębach, że się zmienia. Zmatowiały, ale Dorota nie narzeka. Dostaje zgodę na wydanie talonu higienicznego, korzystanie z sali gimnastycznej, udział we mszy świętej, farbowanie włosów, wykonywanie robótek ręcznych na drutach plastikowych. Pisze do córek mocno uczuciowe listy, że cały majątek, jaki ma, to te dwie kruszynki.

Od czerwca nie mają widzeń. Mogłyby mataczyć.

Jak w celi

W sierpniu sąd wypluwa akt oskarżenia. Oskarża się Dorotę M. o zlecenie zabójstwa Norbertowi Sz. i Rafałowi O. oraz Grubemu i Czarnemu (lub Szaremu). Materiał dowodowy opiera się na luźnych rozmowach dwóch kryminalistów. W styczniu 2005 r. do celi Łyliego, osadzonego w zakładzie karnym w Wadowicach, wrzucają Norberta Sz. Norbert od razu po pseudonimie kojarzy, z kim ma do czynienia. Łyli to członek słynnego gangu Ala Capone z Podhala, kilkanaście morderstw na koncie. Łyli bardzo imponuje Norbertowi, który przy nim jest ledwie kieszonkowcem – w lipcu 2004 r. wyszedł na przedterminowe po pięciu latach odsiadki za banalne rozboje, wrócił po nieudanym skoku na listonosza, dokonanym z żoną.

To Łyli w lipcu 2005 r. informuje organy ścigania o ciotce kumpla z celi, Dorocie (albo Danucie), która ma kantor w Busku. Z protokołów przesłuchań: Łyli ma dożywocie, postawa jego jest związana z „przewartościowaniem moralności”, którą prezentuje wobec organów procesowych od pewnego czasu. Dał współosadzonemu, Norbertowi Sz., do przeczytania kserokopie materiałów w swojej sprawie, a po zapoznaniu się z nimi Norbert zaczął być świadkiem zafascynowany.

Zafascynowanie to wzrosło, kiedy do ich celi przynieśli świadkowi telewizor. Pewnej nocy leżą głowa w głowę, a Norbert pyta świadka szeptem, czy ma ekipę na wolności, która wykonuje jego polecenia. I czy ta ekipa zorganizuje „zawinięcie” dla okupu 10-letniego syna buskiego biznesmena. Ten biznesmen (oprócz syna ma trzy córki) nie zaryzykuje i przyniesie w zębach nawet milion dolarów. Jako pośrednika w negocjowaniu i przekazaniu okupu Norbert wskazuje swoją ciotkę, Dorotę M., która ma kantor.

Fascynację Norberta Łylim potwierdza 28 zabezpieczonych listów do żony: „Skarbie, tak jak ci pisałem, że muszę załatwić przerzutkę do Łyliego i zgadnij co, jestem z powrotem w celi z Łylim, jest zajebiście, pozdrów koleżanki ode mnie i od Łyliego”.

Łyli organom procesowym przyznaje uczciwie, że na początku nie wykluczał udziału w tamtym porwaniu dla okupu. Odstąpił, gdy padł pomysł, by pieniądze wsadzić do kantoru tej negocjującej ciotki, wyprać je, a potem ciotkę sprzątnąć. Dla Łyliego było to nielogiczne, więc zaczął drążyć temat. Wtedy Norbert wyznał, że chce ciotkę, Dorotę M., wyeliminować, ponieważ zleciła mu zabicie męża.

Protokołowany Łyli sądzi, że porwanie syna to tylko pretekst, by jego (Łyliego) rękami sprzątnąć tę ciotkę, dlatego „zdecydował się wewnętrznie”, że rezygnuje z porwania.

Jak we śnie 

Miesiąc po sporządzeniu aktu oskarżenia wobec Doroty M., pół roku przed jej śmiercią, przychodzi ekspertyza, że DNA ze szklanek, z których piło wodę tych dwóch gości z baru, którzy nieudolnie napadli na nią w kominiarkach, należą do Norberta Sz. – czyli jej krewniaka, drobnego przestępcy, świadka oskarżenia – i Rafała O. Ale sąd nie pochyla się nad tym wątkiem.

Dorota siedzi od ośmiu miesięcy. Aneta nie wychodzi z domu. Odreagowuje bulimią. Je nocami i dniami: lody, ryba, frytki, kluski. Nie robi doktoratu, nawet się nie myje. Opinia psychiatry: destrukcyjne zachowania Anety mają źródło w silnym związku z matką i mogą doprowadzić do jej śmierci. Prokurator żąda, by Aneta nie nękała go listownie. Jeśli nie przestanie, zostanie jej zarekwirowany komputer i drukarka.

21 września 2006 r. dzwoni pan z aresztu, że Dorota K. miała zawał. Pierwsza myśl Anety: no, to im dopiero uciekła. Szpitalnego łóżka z nieprzytomną oskarżoną pilnuje trzech uzbrojonych strażników. Gdy do zawału dochodzi udar, a lekarze są sceptyczni co do odzyskania przytomności, sąd zwalnia straż. Ostatnie spotkanie: Dorota M. przekręca głowę w stronę swojej córki Anety, a po policzku spływa jej tylko jedna łza.

Umiera trzy dni przed pierwszą rozprawą.

Córki dostają po mamie depozyt w więziennym worku: wyciągi z kantyny, plakat Anny Marii Jopek z autografem „Dorotko, twoje niebo tuż tuż”; książki nabożne; sweterki dziergane dla córek; listy od nauczycielek Bożenki, profesorów Anetki i fryzjerki, która deklaruje, że jak Dorotka wyjdzie, przyjedzie ją zrobić nawet w nocy.

Jak to teraz zadośćuczynić?

Norbert Sz. i Rafał O. w 2011 r., przed sądem w Kielcach, zostali skazani na 15 i 10 lat. Kwalifikację czynu zmieniono z morderstwa na zlecenie na rozbój z incydentem zabójstwa. Okazało się bowiem, że napastnicy nie mieli zamiaru zabijać Krzysztofa, ale ten podczas szarpaniny zdjął Czarnemu (Szaremu? – jego nie udało się zidentyfikować) kominiarkę i bandyci uznali, że „trzeba go odstrzelić”. Sąd wyjaśnił też, że Norbert Sz., który sam jest przestępcą średniej klasy, uważał Łyliego za swojego guru i postanowił się do swojego idola zbliżyć konfabulacją zlecenia zabójstwa. Oraz skonstatował z przykrością, że Dorota M. nie doczekała oceny materiału dowodowego.

Duży dom córki wystawiły na sprzedaż, ale z uwagi na aurę nikt nie chce go kupić. Został wynajęty, z czego utrzymuje się Bożenka. Nie wyszło jej z architekturą, odnalazła się, studiując technologię kosmetyków w Krakowie. Anecie nie wyszło z dyplomacją, pracuje w firmie warszawskiej.

Na licznych sesjach u psychologa Aneta analizowała wybaczanie, ale nie zadziałało. Teraz pyta, jak mama musiała je chronić, skoro dopiero z pośmiertnych obdukcji dowiadują się, że ojciec wywoził ją do lasu, by intymnie zbić? Na przykład za to, że w kantorze komuś źle wydał albo zmieniły się kursy walut.

Już oboje nie żyli, gdy córki odebrały wezwanie z kieleckiego sądu, że są zobowiązane pokryć koszty rozwodowe Doroty i Krzysztofa M.

 za pomocą Omyłkowy areszt – Polityka 2012-07-10.